„bl” to trzeci tom z kryminalnej serii powieści polskiej pisarki Danki Braun, która przygodę z literaturą rozpoczęła od obyczajowej, romantyczno-erotycznej sagi o rodzinie Orłowskich. Kiedy sięgnęłam po jej pierwsze dzieło – „Historię pewnego związku” – momentalnie się w nim zakochałam. Przysięgam, że tak właśnie było, istna prawdziwa miłość od pierwszego... od pierwszej kartki. Kolejne tomy utrzymały poziom pierwowzoru, aż do wpadki z „Historią pewnej rozwiązłości”, o której wolę zapomnieć. Po tej nieszczęsnej powieści, kiedy już miałam obrazić się na uwielbianą przez lata autorkę, w ręce wpadły mi jej kryminały. Oto Braun postanowiła lekko zmienić styl, nadal poruszając się po terenie literatury obyczajowej, delikatnie erotyzowanej, ale romans zastępując zbrodnią.
Pierwsza powieść nowej serii – a ukazały się dwie: „Nie zabijaj mnie, kochanie” i „Zabójczy urok blondynki” – na nowo podbiła moje serce, przez co postanowiłam puścić w niepamięć wspomniane już potknięcie. Autorka doskonale odnalazła się w nowym stylu, zbudowała napięcie i utrzymała tajemnicę do samego końca. Druga powieść była równie dobra, z łatwością podtrzymała mój entuzjazm. Sięgając po trzecią – „Krwawy medalion” – nie spodziewałam się niczego innego.
Jeśli jesteście nowi i nie znacie pióra Braun, nie martwcie się. W każdym z kryminałów autorka rozpisuje bohaterów, tłumacząc kto jest kim. Owszem, warto być zaznajomionym z historią rodziny Orłowskich, którzy występują także tutaj, ale nie jest to konieczne. Wszystkie szczegóły, które są istotne dla sprawy, w odpowiednim czasie zostają wyjaśnione. Dzięki temu zabiegowi Braun umożliwiła przyjemny odbiór powieści zarówno osobom, które „siedzą w świecie” przez nią stworzonym, jak i tym, którzy dopiero przybyli i stoją u jego bram.
Tak jak się spodziewałam, historia mnie nie zawiodła. Było elektryzująco, ciekawie i oryginalnie. Nie znalazło się miejsce dla żeń-szenia ani długonogich blondynek, były za to medaliony i miłość w trudnym okresie wojennym. Jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić, to wybór przestępcy. O ile w poprzednich powieściach kryminalnych naprawdę nie domyślałam się, kto i dlaczego zabił, o tyle w „Krwawym medalionie” wszystko było jasne od samego początku. No, może w połowie – w przenośni i dosłownie. Zabrakło mi efektu opadnięcia szczęki, gdy dochodzi się do rozwiązania zagadki, ale wciąż uważam, że to kawał dobrej literatury. Lekkiej, kobiecej i niewymagającej, ale dobrej. Za parę lat na pewno do powieści wrócę.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Danka Braun, Krwawy medalion, Warszawa, Prozami, 2016
Komentarze