„Księga kotów” – recenzja

Recenzja książki „Księga kotów”.
Kocia poezja

Zdarza mi się sięgać po książki nie w moim stylu, ale rzadko. Na „Księgę kotów” zwróciłam uwagę przypadkiem, nie znając autorki i myśląc, że to atlas ras. Jakże się myliłam! W moje ręce trafiło coś z zupełnie innego bieguna takiej encyklopedycznej publikacji: tomik poezji. Nieszablonowy i intrygujący.

W opisie wydawca informuje, że koty były wielką pasją Ursuli K. Le Guin. W książce zebrano wiersze, medytacje i rysunki pisarki poświęcone temu nieodgadnionemu stworzeniu. Znalazły się tu: humorystyczna książeczka z 1982 roku nawiązująca do sztuki medytacji, ponad 24 emocjonalne wiersze; komiks o Supermyszy; kocie Tai Chi, a także seria kocich listów odsłaniająca tajniki ich psychologii. Całość dopełniają „Żywoty kotów Ursuli”, m.in. ukochanego Parda, któremu autorka poświęciła wiele wpisów na swoim blogu.

Wizualnie całość świetnie przemyślano, to nie ulega wątpliwości. Okładka oraz tekst od razu przywodzą na myśl poezję. Jednak przeglądając książkę, zauważymy kontrast, bo wnętrze ma zupełnie inny klimat: jakby dziecięcego notatnika. Jasna kolorystyka i minimalizm idealnie pasują do charakteru twórczości Le Guin. Jej rysunki i  teksty wydają się tworzyć harmonijną całość.

Mnie nie przekonały ani wiersze, ani rysunki. To niestety nie moje klimaty. Muszę jednak przyznać, że niektóre teksty były pomysłowe, w niektórych pojawiało się ciekawe spojrzenie czy aspekt. Opis póz z podpisami ze „Sztuki bunditsu” autentycznie wywołał na mojej twarzy uśmiech, jednak część poetycka nie podobała mi się zupełnie. Krótkie wierszyki to w większości wiersze białe. Uwierzę, że odbiór rytmu i w zasadzie samej treści może wiązać się z tłumaczeniem, więc nie chcę ich za mocno krytykować. Przeważają kilkuwersowe wiersze, tylko kilka jest dłuższych. Część jest bardziej emocjonalna, część bardziej opisowa, choć łączy je poziom artystyczny. W publikacji są jeszcze „Kocie listy”, które wypadły już nieco ciekawiej. Są dość nietypowe. Jestem przekonana, że niektórzy będą zachwyceni formą i zawartością publikacji. To jednak ewidentnie lektura nie dla każdego, ale z poezją tak już jest.

Rysunki przypominające prace pięciolatków odebrałam jako proste ilustracje tekstów i podpisów; grafiki, jakich wiele. Żaden nie zapadł mi w pamięć. Ewidentnie mają na celu jedynie dopełniać podpisy czy teksty w dymkach. Są tam więc też krótkie komiksy, historie obrazkowe – wszystkie, jak wiersze, bardzo krótkie.

Nie oznacza to oczywiście, że książka nie znajdzie swoich odbiorców. Wielbiciele twórczości Ursuli K. Le Guin albo osoby szukające nietypowej, krótkiej publikacji o kotach mogą odebrać ją zupełnie inaczej. W moim przypadku jednak połączenie tekstu, treści i ilustracji nie zadziałało. Ostatecznie „Księga kotów” pozostawiła mnie raczej rozczarowano-obojętną, jednak doceniam samą ideę poświęcenia tytułu kotom.

Kinga Żukowska

Ursula Kroeber Le Guin, „Księga kotów”, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat