Ostatnio coraz częściej sięgam po literaturę dziecięcą i młodzieżową. Nie dzieje się tak dlatego, że jestem zmęczona „dorosłymi” książkami, a raczej dlatego, że książki dla młodzieży są coraz lepsze! Żałuję ogromnie, że historii takich jak „Księgi mroku” nie było dostępnych w bibliotece, gdy byłam nastolatką. Myślę, że ta historia z powodzeniem mogłaby się stać jedną z moich ulubionych książek.
„Księgi mroku” to prawdziwa powieść grozy dedykowana nastoletnim czytelnikom. Głównym bohaterem jest Alex – młody, obdarzony wyjątkową wyobraźnią, kreatywny chłopak, który nie zawsze czuje się rozumiany przez dorosłych. Splotem okoliczności zostaje on uwięziony podstępem przez wiedźmę i aby przetrwać, każdego dnia musi opowiadać jej historie, które mrożą krew w żyłach.
Brzmi interesująco? I tak też się tę książkę czytało – z niesłabnącym zainteresowaniem. J. A. White zastosował w swojej książce dodatkowo kilka takich zabiegów, które w sposób szczególny skradły moje serce. Na przykład mimo tego, że przestrzeń w książce ograniczyła się właściwie do jednego mieszkania ani przez moment nie jest tu nudno. Wręcz przeciwnie, sposób w jaki autor rozgrywa tą przestrzeń, jak czyni z niej scenę, prawdziwe miejsce akcji, był dla mnie prawdziwie czytelniczą ucztą.
Niezwykle ciekawe było także obserwowanie Aleksa tworzącego nowe historie, ale też borykającego się z kryzysami twórczymi – brakiem weny, zwątpieniem. Nieczęsto w książkach spotyka się ten wątek, a szkoda, bo jest on niezwykle życiowy i ma w sobie spory potencjał. W „Księgach mroku” został wykorzystany w bardzo ciekawy sposób, pokazując, jak często wywierana presja bardziej przeszkadza niż motywuje do działania.
„Księgi mroku” J.A. White wciągają od pierwszej strony. Mroczny klimat, trochę z pogranicza jawy i snu, utrzymuje się od początku do samego końca. Książka dostarcza tego dreszczyku niepokoju, który tak lubimy w horrorach. Dodatkowo ta opowieść została tak skonstruowana, że czytelnik wprost nie może się doczekać tego, co będzie dalej. No i jak w takiej sytuacji odłożyć książkę na później? Po prostu się nie da.
Choć historia „Jasia i Małgosi”, na której bazują „Księgi mroku” jest powszechnie znana, to jednak książka nie jest mocno schematyczna i powtarzalna. Ten retelling ma w sobie spory powiew świeżości, tchnął w klasyczną opowieść ducha współczesności i więcej grozy.
Mimo że „Księgi mroku” przeczytałam jako osoba dorosła, bawiłam się podczas lektury wyśmienicie. To opowieść niewątpliwie skierowana do młodszego czytelnika, ale absolutnie nie jest infantylna czy niezrozumiała dla nieco bardziej dojrzałego odbiorcy. Myślę, że strzałem w dziesiątkę było potraktowanie tej historii jako gotowego konceptu do przeniesienia na szklany ekran. Podjął się tego Netflix. I teraz, po lekturze książki, z przyjemnością dam się wciągnąć w ten świat ponownie.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
J.A. White „Księgi mroku” Wydawnictwo Babaryba, Warszawa 2021
Komentarze