Intryguje już sam sposób powstawania książki. Autorkami „Księżyca myśliwych” są dwie kobiety, które nigdy wcześniej się nie spotkały - powieściopisarka Katarzyna Krenz i debiutantka Julita Bielak. Mimo to, zdołały stworzyć powieść pociągającą, tajemniczą, pełną elementów idealnie stapiających się w całość. Panie wymieniły ze sobą prawie 800 listów. Stworzenie książki zajęło im dwa lata.
Akcja powieści toczy się na przesiąkniętej mgłą i wilgocią, położonej na Morzu Północnym, wyspie Sylt. Senny klimat wyspy udziela się jej mieszkańcom, którzy wiodą swoje życie powoli, ciesząc się codzienną rutyną, zajmując się swoimi sprawami, ale i z chęcią plotkując o życiu innych. Od czasu do czasu spokój małej wyspy zostaje przerwany przez niespodziewane tragiczne wydarzenia i wizyty przybyszy z zewnątrz. Sylt niełatwo bowiem akceptuje obcych i równie trudno znosi stratę swoich.
Pewnego dnia Thomas Waltzer w niewyjaśnionych okolicznościach ginie na morzu. Niedługo potem wdowę po nim, Ewę, odwiedza tajemniczy i pociągający nieznajomy. Informuje ją, iż śmierć jej męża wcale nie była nieszczęśliwszym wypadkiem. Tymczasem córka Ewy, Sophie, nagle znika, a jej znajomy, posiadający klucz do rozwiązania tajemnicy, pada ofiarą brutalnego napadu i traci pamięć. Detektyw Herzog, badając sprawę pobicia, trafia na inne niepokojące wątki, które prowadzą go prosto do śmierci Waltzera. Śledztwo nabiera tempa, a poszczególne części układanki zaczynają do siebie pasować, gdy wtem cień podejrzenia pada na samego policjanta. Wyspa pilnie strzeże swojskich tajemnic i zaciera ślady dawnych zbrodni.
„Księżyc myśliwych” to bardzo klimatyczna, utrzymana w sennym, nostalgicznym tonie opowieść o ludziach zamieszkujących małą wsypę i ich wzajemnych relacjach. To także mroczna opowieść o zbrodni i ofiarach morza. Narracja prowadzona jest nielinearnie, składa się z bardzo plastycznych opisów krótkich chwil z życia bohaterów, jakby uchwyconych w obiektywie kadrów. Wydarzenia z życia poszczególnych postaci uzupełniają się nawzajem i tworzą nam obraz całości. Dodatkowo, autorki wrzucają w ten stworzony przez siebie świat jeszcze jedną fikcyjną pisarkę, uosobienie ich obu. Ona to, w swoich listach do siostry, przedstawia czytelnikowi sam proces pisania, komentuje fabułę, zastanawia się co dalej z bohaterami. Ten oryginalny zabieg nadaje powieści świeżości, intryguje i dostarcza wielu ciekawostek ze świat literatury, filmu, historii i szeroko pojętej kultury.
„Księżyc myśliwych” to książka zagadka. Jest jak matrioszka lub pudełko czekoladek. Powoli odsłaniamy kolejne elementy, zdzieramy sreberko z kolejnych tajemnic. A wszystko to z niebywałą przyjemnością i powolną delektacją słowem. Wyspa powoli, niechętnie odkrywa przed nami swoje tajemnice. Czasem wręcz musimy się ich domyślać, wydzierać je niczym wzburzone morze skrawki lądu.
Powieść przypomina nieco klimatem serial „Broadchurch”. Kto widział ten wie, że absolutnie warto. „Księżyc myśliwych” to mądra, subtelna opowieść, powoli wkradająca się w umysł czytelnika i goszcząca tam jeszcze na długo po skończeniu lektury.
Beata Żelazek
(beata.zelazek@dlalejdis.pl)
Katarzyna Krenz, Julita Bielak, „Księżyc myśliwych”, Kraków, Znak, 2015
Komentarze