„Księżycowa zapałka” – recenzja

Recenzja książki „Księżycowa zapałka”.
Wyobraźcie sobie postapokaliptyczny świat podzielony na cztery strefy, a pomiędzy nimi totalne pustkowie. Każda rządzi się swoimi prawami, roi się w nich od gangów i bezwzględnych organizacji, a jedynym sposobem na przeżycie jest przyłączenie się do którejś z nich.

W takich realiach Andrzej Romanowski osadza „Księżycową zapałkę”. Wrzuca bohaterkę w sam środek bezwzględnej walki o wpływy, gdzie nie ma miejsca na moralność, a jedynym celem staje się dotrwanie do jutra. To świat pełen brutalności i nieczystych intryg.

Główną bohaterkę, Sierżant Zapałkę, poznajemy, gdy jest w drodze do wykonania swojej pierwszej misji przydzielonej przez Pułkownika. Zadanie ma być proste i szybkie: dostarczyć tajemniczą przesyłkę do skrytki szpiega w osadzie zwanej Luną, nie wzbudzając przy tym żadnych podejrzeń. Do pomocy dostaje dwóch tępych osiłków – Rambutana i Borsa. To degeneraci z samego dołu drabiny społecznej, którym Zapałka nie jest w stanie zaufać.

Gdy docierają na miejsce, okazuje się, że wojna toczona w innych strefach zmieniła Lunę w ruderę przepełnioną szmatławcami i szemranymi ludźmi, gdzie nie ma już mowy o swobodnym poruszaniu się. Zwykła misja zamienia się w walkę o przetrwanie. Każdy z lokalnych watażków i przywódców gangów chce wyciągnąć z Zapałki jak najwięcej informacji, przeciągnąć ją na swoją stronę lub uciszyć na zawsze.

Książka od samego początku zaciekawiła mnie swoim opisem. Zapowiadała poetykę science fiction z silnym motywem wojskowym – na co zresztą wyraźnie wskazywała zarówno okładka, jak i oficjalna zapowiedź. Niestety nie mogę ukryć rozczarowania, ponieważ rzeczywistość okazała się zupełnie inna. O ile wydarzenia z opisu faktycznie mają miejsce, o tyle oprawa i militarny klimat to w zasadzie złudzenie. Okładka nie ma z treścią nic wspólnego, a stopnie takie jak „Sierżant” czy „Pułkownik” to jedynie zwykłe tytuły nadawane wewnątrz jednej z organizacji, która jest dokładnie tak samo szemrana, przestępcza i bezwzględna jak wszystkie pozostałe gangi.

Zamiast twardego, wojskowego sci-fi otrzymujemy opowieść o chaosie i walce przydomowych watażków. Samo tempo akcji jest szybkie, a brak moralności u bohaterów dobrze oddaje surowość świata. Mimo tego dynamizmu podczas lektury miałam nieodparte wrażenie, że w tej książce nie dzieje się kompletnie nic wartościowego. Mętna sieć lokalnych intryg w Lunie oraz niedotrzymana obietnica gatunkowa pozostawiają po sobie spory niedosyt.

Podobnie spory niedosyt pozostawia sama protagonistka. Z jednej strony wydaje się dobrze napisana – jest twarda, cięta i bezkompromisowa. Z drugiej zaś strony brakuje jej głębi, przez co sprawia wrażenie postaci nijakiej, pozbawionej wyrazistego wnętrza i po prostu pustej.

„Księżycowa zapałka” to propozycja, która być może trafi w gusta miłośników brudnego postapo i miejskich wojen gangów. Jeśli jednak sięgacie po nią z nadzieją na mięsiste, wojskowe science fiction z wielowymiarową bohaterką i przemyślaną fabułą, to podobnie jak ja możecie poczuć spore rozczarowanie.  Dla mnie książka była po prostu rozczarowująca.

Natalia Gdeczyk

Andrzej Romanowski,  ,,Księżycowa zapałka,  Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.



Komentarze




Newsletter

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat