„Kto tam zerka na Kacperka?”- recenzja

Recenzja książki „Kto tam zerka na Kacperka?”.
Łączenie pokoleń przy wspólnej lekturze, wprowadzanie dzieci w świat historyjek niosących dobre wzorce, a przy okazji uczenie poprawnej polszczyzny.

Z ogromnym zainteresowaniem sięgnęłam po książeczkę wydaną przez duet Stuhrów, tym razem inny, bo w zestawie nie wszystkim najbardziej znanym tata-syn, a tata-córka. Marianna Bończa-Stuhr jest bowiem córką naszego wielkiego i cenionego aktora, próbującą swoich sił w branży literackiej. W książeczce „Kto tam zerka na Kacperka?”, możemy podziwiać rysunki jej autorstwa, które zdobią wszystkie stronice książeczki. Dla absolwentki Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, zadanie te okazało się zarówno proste, jak i niezwykle przyjemne.

Jerzy Stuhr zaś, zabiera nas w podróż do biblioteki, miejsca dla niektórych dzieci niezwykłego i tajemniczego, zaś dla tych rzadziej uczęszczających, niebywale nudnego. Towarzyszyć będziemy w czasie tej przygody bohaterowi z dzieciństwa Marianny, jak sama twierdzi wymyślonemu przez ukochanego tatę, tj. Kacperkowi. Jest to chłopiec o wyglądzie łobuziaka, z opadającą na czoło blond grzywą, który nie wiedzieć czemu nigdy nie był w bibliotece. Pewnego dnia postanawia udać się tam wraz z mamą, by móc nauczyć się jakiegoś wierszyka i tym samym zaimponować swej nauczycielce. Wśród regałów spotyka niezwykłą mysz biblioteczną - Fiszkę, która zjadając stronice książeczek dla dzieci, zapoznaje się z treścią najbardziej znanych polskich wierszyków i z wielką radością dzieli się nią z nowo poznanym Kacperkiem.

Dzięki Fiszce przypominamy sobie twórczość pisarzy szeroko znanych, jak Jan Brzechwa, Aleksander Fredro, Wanda Chotomska, Ludwik Kern, Maria Konopnicka, czy Julian Tuwim, ale także rzadziej czytanych poetów, jak Natalia Usenko, Anna Kamieńska, czy Tadeusz Śliwiak. Jest to na pewno dobry sposób na łączenie pokoleń przy wspólnej lekturze, wprowadzanie dzieci w świat historyjek niosących dobre wzorce, a przy okazji uczenie także poprawnej polszczyzny.

Niestety można jednak poczuć duży niedosyt historyjki o Kacperku, który jak się okazuje, stał się jedynie przyczynkiem do zamieszczenia w książce wierszyków znanych pisarzy, a nie opowieścią samą w sobie. Nie stał się bohaterem książeczki Marianny i Jerzego Stuhrów, a jedynie przypadkowym gościem antologii najbardziej znanych polskich wierszy dla dzieci. A szkoda, bo Kacperek zapowiadał się na dość przebojowego urwisa, który niejedno dziecko mógłby wprowadzić w świat psot i zabaw. Gdyby było więcej w książeczce opowieści o samym chłopcu, z którym mogłyby się identyfikować inne dzieci, na pewno mógłby stać się idolem wielu z nich. Być może jednak nic straconego, bo jak sama autorka wspomina w wywiadach, wizyta Kacperka w bibliotece, może okazać się dopiero początkiem wielkiej przygody z małym łobuziakiem w roli głównej.

Bajeczka „Kto tam zerka na Kacperka?” ma jeszcze jeden walor, o którym nie można zapomnieć. Może być ona bowiem sprytnym sposobem na przemycenie w czasie wspólnego czytania, niekoniecznie przez dzieci lubianej treści wierszowanej. Będzie to nauka poprzez zabawę, bo treść tych wierszyków, często zabawna i rytmiczna, zapadnie dzieciom w pamięć. A przecież wiedza o „Skarżypycie”, „Dziku”, „Żabie”, „Pawle i Gawle”, czy „Panu Maluśkiewiczu”, nie powinna zaginąć wraz ze starszym pokoleniem.

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Jerzy Stuhr, Marianna Bończa-Stuhr, „Kto tam zerka na Kacperka?”, Wydawnictwo Literackie 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat