A dlaczego warto sięgnąć po dzieło osiemnastowiecznego, francuskiego pisarza i filozofa? Przede wszystkim dlatego, żeby choć na chwilę zatrzymać się nad pytaniem o to, skąd wynika sens naszego życia – czy sami go kreujemy, czy jedynie odtwarzamy zapisany „w górze” scenariusz. A może podążamy ścieżką pośrednią, buntując się przeciwko fatum i nie zgadzając się na kolejne sceny życiorysu? Od odpowiedzi na to pytanie może zależeć nasza postawa życiowa – czy zdecydujemy się płynąć z prądem, oczekując kolejnych wydarzeń, czy raczej sami stajemy się kreatorami.
Kubuś – bohater powiastki filozoficznej Denisa Diderota – uważa, że spotyka nas tylko to, co „zostało zapisane”, jednak w swoich opowieściach daje wyraz buntowniczej postawie wobec losu, który jego zdaniem nie zawsze sprawiedliwie się z nim obszedł. Jednocześnie nigdy nie traci pogody ducha i nawet jeśli dane wydarzenie przysporzyło mu wielu problemów i przykrości, stara się wyciągnąć wnioski z bolesnej lekcji, przy okazji czyniąc z niej przyjemną anegdotę, która umila czas podróży. Kubuś, choć jest sługą i powinien milcząco wypełniać wolę swojego pana, u Diderota stanowi emanację humoru, ciętej riposty i humoru, które to przymioty dają mu prawo do opowiadania, a to właśnie lubi najbardziej. Dlatego pogodzony z nieumiarkowaniem Kubusia w gadulstwie, pan słucha z przyjemnością opowieści swojego rezolutnego sługi.
Historia jego amorów, która powraca co pewien czas, stanowi przerywnik oddzielający poszczególne dłuższe anegdoty opowiadana również przez inne postaci powieści, jak ta o mściwej pani La Pommeraye przytoczona przez gospodynię czy pierwszych przeżyciach miłosnych młodego Byczka. Czasem tylko, gdy Kubusia rozboli gardło na skutek nadmiernego mówienia i picia, pan zabiera głos, by podzielić się ze sługą, który zyskał jego przyjaźń, podzielić się własną opowieścią o przygodzie z kawalerem Le Brunem, którego syna utrzymuje jak własnego, skoro obaj mieli słabość do uroczej panny Agatki. Niewiele jednak wiadomo o samym panu ponad to, że darzy swojego sługę niebywałym zaufaniem i pozwala mu na niespotykaną zuchwałość. Wspólna podróż to bowiem nie tylko okazja do pięknych opowieści o miłości, ale również do stworzenia wyjątkowej bliskości między panami, którzy razem przemierzają drogi, śpią w jednej izbie i nawzajem się przywołują do porządku. Ponieważ jeśli sługa rozumem i bystrością dorównuje panu, nie ma powodu, by go traktować jako gorszego.
„Kubusia Fatalistę i jego pana” Denisa Diderota można przewrotnie nazwać powieścią drogi. W podróży bohaterów nie ma znaczenia cel, do którego dążą – w zasadzie nigdy nie dowiadujemy się, czy miejsce, do którego docierają, jest ostatecznym celem podróży. Sam autor swoją „obecnością” w powieści dokonuje jeszcze większego pomieszania – pojawia się raz jako uczestnik wyprawy, kiedy indziej jako obserwator, który dostarcza dodatkowych informacji, a jeszcze kiedy indziej jako wszechmocny demiurg, od którego fantazji zależą dalsze losy bohaterów. Narrator igra z czytelnikiem, drażniąc go insynuacjami, że każdy krok Kubusia i jego pana zależy wyłącznie od jego decyzji. Czyniąc siebie postacią z powieści, Diderot sugeruje, że sam wielokrotnie zastanawiał się nad tym, jaką postawę wobec losu przyjąć. I pozwolę sobie na domniemanie, że choć należał do tych ludzi, którzy spoglądają w niebo i starają się czytać jego znaki, to tu na ziemi sami zapisują karty swojej historii.
Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)
„Kubuś Fatalista i jego pan”, Denis Diderot, Wydawnictwo MG, 2014
Komentarze
Zgłoś komentarz, jeśli narusza regulamin, zawiera spam, obraźliwe treści lub inne nieodpowiednie informacje.