„Kulawy szermierz” - recenzja

Recenzja książki „Kulawy szermierz”.
Ciężka choroba, grabieże, wojny – to wszystko może zmienić człowieka nie do poznania.

Niezależnie od tego, kim jesteśmy, jaki mamy charakter i dokąd zmierzamy, trudne wydarzenia w naszym życiu pozostawiają trwały ślad w naszej egzystencji i nie pozwalają nam o sobie zapomnieć. Czy świat fantazji rządzi się podobnymi prawami?

Odkąd nieco bardziej jestem przekonana do książek z gatunku fantastyki, łaskawszym okiem spoglądam na upchane na półkach powieści, dla których główną inspiracją i jedynym ogranicznikiem była wyobraźnia samego autora. Jedną z takich publikacji, na widok której moje czytelnicze serce nieco przyspieszyło, jest książka autorstwa Tomasza Matery pod tytułem „Kulawy szermierz”. Zdecydowanie nie znajdziemy w niej lekkich historii, okraszonych humorem, które szybko pochłoniemy i jeszcze szybciej o nich zapomnimy. Zamiast tego otrzymujemy bogaty arsenał – trudne losy bohaterów, wielowątkową fabułę, silne charaktery głównych postaci i całą paletę skrajnych emocji. Z pewnością nie nazwałabym tego „łatwą” lekturą, lecz wymagającą, skomplikowaną, lecz wartą podjęcia każdego trudu podróżą wśród krwawych potyczek, zawodzenia i ciężkich decyzji, które niosą za sobą nieprzewidywalne konsekwencje.

Tytułowy bohater książki, kulawy szermierz, ma za zadanie towarzyszyć wróżce i jej niemowlęciu podczas wyprawy na górę. Razem z dotkniętymi zarazą pielgrzymami chcą dotrzeć do świętego miejsca, gdzie wędrowcy proszą boginię o zdrowie i uwolnienie od wszelkich chorób i dolegliwości. W trakcie wędrówki pielgrzymów napadają grabieżcy. Czarownica próbuje uratować towarzyszy, jednak w wyniku ataku bandytów urywa swe zaklęcie, które w efekcie prowadzi do zamrożenia prawie wszystkich pątników. Załamana skutkami napadu obawia się, że bogini nie wysłucha jej próśb i nie uratuje jej dziecka. Mimo to ocaleli pielgrzymi postanawiają kontynuować swoją wyprawę, dołączając do orszaku władcy Limburga.

Historia opowiedziana w książce przez Tomasza Materę trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Jest wyjątkowa, nieprzewidywalna i niezwykle ciekawa. Trudno byłoby znaleźć na polskim rynku wydawniczym równie intrygującą książkę, łączącą fantastykę z elementami literatury wojennej. Serdecznie polecam zarówno zagorzałym miłośnikom gatunku, jak i tym, którzy tego typu powieści najczęściej omijają szerokim łukiem – myślę, że każdy z Was znajdzie w niej coś dla siebie. Wystarczy tylko dać jej szansę.

Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)

Tomasz Matera, „Kulawy szermierz”, Wydawnictwo Initium 2020



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat