Książka Anny Janyski pod tytułem „Kura i zaklinacz deszczu” to historia poruszająca patologiczne zachowania takie jak okrutne traktowanie i ból z jakim musiała zmierzyć się główna bohaterka – Luba. Dla dziewczyny los nie był łaskawy już od najmłodszych lat jej życia na Ukrainie. Dziewczyna wychowywała się z matką i babką. Po śmierci babki kobiety wyprowadziły się, a nowe miejsce miało być dla nich lepszym życiem. Czy tak rzeczywiście się stało? Niestety niespodziewane zwroty akcji, a także zbieg wydarzeń nie przyniosły Lubie życia o jakim marzyła. Luba cierpiała, a cały świat jakby na przekór jej toczył się dalej, wyrastała w przekonaniu, że tak musi być, że życie nie jest usłane różami i że miłość to pojęcie względne. Autorka książki w swojej powieści używa języka, który bardzo przypadł mi do gustu. W krótkich zdaniach opisuje przeżycia bohaterów, z którymi w sposób płynny można się utożsamić. Nie mówię tutaj o motywie znęcania się nad drugą osobą, ale o przemyśleniach nad wartością ciała i duszy, które to zmuszają do refleksji. Niektóre zwroty użyte w książce szczególnie zapadły w mojej pamięci i sprawiły, że spojrzałam na swoje odbicie w lustrze zupełnie innym okiem. „Na ciele zapisujemy umownymi znakami zmiany w naszym życiu. Jest jak mapa” Napisała Autorka i ten właśnie cytat wywołał w mojej głowie nie małe zamieszanie. Anna Janyska przedstawiła w swoim utworze, że każda, choćby najmniejsza ingerencja w nasz wygląd zewnętrzny taka jak blizna, odciśnięta obrączka na palcu, uczesanie czy botoks wyrażają nasze wewnętrzne ja. Momentami książka przypomina mi poradnik, naukową literaturę, po którą sięgać powinni Ci, którzy pędząc w natłoku zadań, otoczeni szarą rzeczywistością nie dostrzegają tych zmian oraz zapominają, że mogą decydować o swoim ciele.
Książka Anny Janyski to nowość. Autorka dzieląc treść na chronologiczne rozdziały ułatwiła czytelnikowi rozumowanie poszczególnych wydarzeń, a także nakreśliła prosty przekaz. Początkowo nie mogłam poradzić sobie z czytaniem tego utworu, akcja rozwijała się powoli przez co nieco zraziłam się do dalszej lektury. Nie zrezygnowałam z niej na szczęście i „dotrwałam” do końca z czego bardzo się cieszę. Książkę warto zabrać ze sobą na wakacje. Uważam, że z powodzeniem sięgnąć mogą po nią młode kobiety jak i Panie z bagażem życiowych doświadczeń, którym życie zarysowało już nie jeden znak na ciele.
Emilia Sękowska
(emilia.sekowska@dlalejdis.pl)
Anna Janyska „Kura i zaklinacz deszczu” Muza Warszawskie Wydawnictwo Literackie, 2017
Komentarze