Nie miałam zbyt wielkich oczekiwań, kiedy sięgałam po tę pozycję, przez co lektura przyszła mi szybko. Mimo tej prędkości zdarzały mi się momenty, kiedy przerwałam czytanie, by ciężej westchnąć. Wiele tu schematów znanych mi już z innych powieści młodzieżowych i skierowanych do młodych ludzi filmów, niektóre zdarzenia wręcz od razu zdawały mi się zbyt znajome, by miały skończyć się w jakiś niespodziewany sposób. Czasami same dialogi sugerowały, jak dalej potoczy się akcja, pewne zachowania były natomiast tak infantylne, że wypadały sztucznie. Przez takie podejście do opisania historii odczuwałam znużenie, a emocje, które dopadały główną bohaterkę, mnie nie porywały. A muszę przyznać, że gdyby pojawiło się wydarzenie, które wywołałoby u mnie opad szczęki, to nie miałabym tego autorce za złe, za to z pewnością obudziłaby moje zainteresowanie.
Tym, co w moich oczach wyróżniło tę pozycję, była większa niż z moich wcześniejszych lektur liczba bohaterów nieheteronormatywnych, których problemy są tożsame z problemami każdego człowieka, także w nastoletnim wieku.
Niemniej autorka zdołała nie tylko zarysować, ale po prostu opisać relacje między Codi, jej przyjaciółmi, bratem i ludźmi, których dopiero poznaje. Do tego pokazała, jak ważne jest wsparcie i wzajemne zrozumienie. Całość ma znaną mi już otoczkę, niczym nowym nie zaskoczyła, ale poczułam się dość dobrze pośród tych powielonych schematów.
Marta Osadnik
(marta.osadnik@dlalejdis.pl)
Kelly Quindlen, „Late to the party", Wydawnictwo Jaguar, Warszawa, 2023
Komentarze