Lato, którego nie można zapomnieć

Recenzja książki „Amerykańskie lato”.
Każdy ma w życiu takie wspomnienia, do których wraca najczęściej. Nawet jeśli są to jednocześnie te, które bolą najbardziej.

W życiu Penny John, bohaterki kolejnej powieści Catrin Collier, która ukazała się w Polsce, było to tytułowe amerykańskie lato. Gdy jako dwudziestolatka wraz z przyjaciółką zapisała się na letni program przeznaczony dla walijskich studentów, obejmujący przelot do Stanów Zjednoczonych i pomoc w znalezieniu tam pracy w okresie lata, myślała, że to dla niej niepowtarzalna szansa. Nowy Jork kusił wolnością, radością, sztuką i entuzjazmem typowym dla końcówki lat 60-tych, choć cieniem na tym okresie kładzie się wojna w Wietnamie.

Penny i Kate przybywają do Ameryki z dość naiwnym pojęciem o tym, jak im się tu będzie żyło. Bardzo szybko jednak przekonują się, że niekoniecznie będzie jak w bajce. Chociaż może… głównie za sprawą dwóch przystojniaków: Bobby’ego i Sandy’ego, którzy od pierwszego dnia nie odstępują dziewczyn na krok. I tak oto rozpoczęła się wakacyjna przygoda czwórki znajomych, którą miały brutalnie przerwać dramatyczne wydarzenia pod koniec lata, a której konsekwencje dla Penny (i nie tylko Penny) odczuwalne będą przez całe życie.

Muszę przyznać, że na lekturę „Amerykańskiego lata” Catrin Collier czekałam z nadzieją, pomimo tego, że przygodę z książkami tej autorki rozpoczęłam od „Córki Magdy”, która delikatnie mówiąc, nie zrobiła na mnie największego wrażenia. Później jednak w moje ręce wpadło „Ostatnie lato”, które przeczytałam jednym tchem. Gdy sięgałam po „Amerykańskie lato” wierzyłam, że (chociażby z uwagi na podobieństwo polskich tytułów) bardziej przypominać ono będzie „Ostatnie lato” niż „Córkę Magdy”. I chyba się nie pomyliłam, choć to nie było do końca to, na co liczyłam.

„Amerykańskie lato” rozpoczyna się w stylu klasycznego romansu, jednak pamiętając o „Ostatnim lecie” nie dałam się zwieść pozorom. Niestety, w przypadku „Amerykańskiego lata” nie było to jedynie początkowe złudzenie. Wraz z rozwijającą się akcją (na którą w 95% składała się retrospekcja wydarzeń pamiętnego lata 1968 roku) książka coraz bardziej przypominała przyjemny romans dla nastolatków. Choć początek „Amerykańskiego lata” sugerował romans, to jednak mógł być to romans w całkiem dobrym stylu. Choć zakończenie książki zaskakuje (tym, którzy czytali już książki autorstwa Catrin Collier, mogę zdradzić, że jest to zaskoczenie typowe dla tej autorki), to jednak (jakkolwiek by to nie zabrzmiało) brakuje rozwinięcia do tego zakończenia. Jednym słowem – poprzez zbyt rozbudowany wątek wspomnień, powieść Catrin Collier traci. Staje się zwykłym romansikiem nastolatków dla niewymagającego czytelnika. A szkoda.

Gdybym miała stworzyć listę książek Catrin Collier wartych przeczytania, to „Amerykańskie lato” uplasowałoby się na drugiej pozycji – za „Ostatnim latem”, ale przed „Córką Magdy”. A ja czekam dalej, bo nie wierzę, żeby „Ostatnie lato” było jedynym przebłyskiem prawdziwego talentu pisarskiego” Catrin Collier.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Catrin Collier, „Amerykańskie lato”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat