„Latte” – recenzja

Recenzja książki „Latte”.
"Latte" to twór pretendujący do miana kryminału, w rzeczywistości zaś przypominający romanse z najniższej półki. Zdecydowanie bliżej mu do Harlequina niż Agathy Christie.

Po „Latte” sięgnęłam jak po ulubioną kawę, z nadzieją relaksu i zasmakowania czegoś dobrego. Niestety srogo się zawiodłam. Powieść Sylwii Janik to najgorsze latte jakiego przyszło mi skosztować.

Pewnego dnia Nadia Laos odkrywa w ogrodzie zwłoki swojej najlepszej przyjaciółki. Bohaterka wydaje się wstrząśnięta morderstwem tak bliskiej jej osoby. Przynajmniej do czasu aż na miejsce zdarzenia nie przyjeżdża ekipa policyjna. Wtedy Nadia natychmiast traci zainteresowanie rozgrywającą się wokół niej tragedią i całą swoją uwagę kieruje ku przystojnemu komisarzowi policji Marcelowi Zaro. Ten notabene też od razu czuję miętę do sporo młodszej, poznanej na miejscu zbrodni, kobiety. Dalej narracja już zupełnie skupia się na uczuciach targających główną bohaterką, zupełnie marginalizując wątek kryminalny.

„Latte” to książka bardzo nieudana pod względem fabularnym i totalnie zaskakująca słownictwem jakim operuje autorka. Początkowo trudność sprawia odróżnienie barwnego, miejscami nieco patetycznego, pełnego metafor i zaskakujących porównań stylu prowadzenia narracji od zwykłej grafomanii. Im dalej jednak brnie się w treść książki, tym szybciej traci ona w naszych oczach.

Latte to powieść zupełnie pozbawiona autentyczności, złożona z wyobrażeń o idealnym nieco hipsterskim świecie kawą z mlekiem płynącym. Wiele wątków zostało zupełnie przerysowanych, wyolbrzymionych do granic możliwości, a jednocześnie zupełnie pozbawionych głębszego sensu. Zresztą sensu próżno w powieści Sylwii Janik szukać. A już na pewno nie w dialogach, które brzmią jak z czytanek z elementarza, trudniej tylko się połapać w intencjach rozmówców.

Pierwszoosobowa narracja uwydatnia egocentryzm głównej bohaterki. Jej długie wywody na temat swojej osoby bywają niezwykle nużące i irytujące. Czytelnik ma miejscami wrażenie jakby czytał pamiętnik wyobrażającej sobie dorosłe życie dwunastolatki. Trudno odgadnąć w jakim właściwie wieku jest główna bohaterka i jak wiele z tego tytułu można by jej wybaczyć. Gdy jednak okazuje się, że Nadia jest dorosłą kobietą niemożliwością stają się próby usprawiedliwiania jej naiwnego myślenia. Bohaterka z książki Sylwii Janik jest wprawdzie chodzącym ideałem, o czym nieustannie stara się czytelnikowi przypomnieć, ale jednocześnie stanowi jedną z najbardziej antypatycznych postaci literackich. Bohaterka żyje z głową w chmurach w swoim małym ciasny światku modnych lokali, tajemniczych ogrodów i kaw latte z pianką oprószoną kakao. Jednocześnie nie widzi nic poza czubkiem własnego nosa i nie mija chwila jak nawet w śmierci przyjaciółki zaczyna upatrywać własnych korzyści.

Wątek kryminalny został tu potraktowany po macoszemu do tego stopnia, że nie dostajemy nawet porządnej relacji z jego rozwiązania. Ot, narracja po prostu się urywa. Morderca zaś okazuje się wcielonym złem, bez przekonującego motywu w swoich złowrogich działaniach.

Plusem powieści jest jej objętość. Latte to twór na tyle krótki, że pozwala ostatkiem sił dojechać do mety. Nie obędzie się jednak bez licznych przystanków. Jeśli tęsknicie za dobrym wakacyjnym kryminałem radzę rozejrzeć się za czymś innym, bo choć tytuł na pierwszy rzut oka wydaje się kuszący, to sięgniecie po niego może skończyć się poważną niestrawnością.

Beata Żelazek
(beata.zelazek@dlalejdis.pl)

Sylwia Janik, Latte, Gdynia, Novae Res, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat