„Łazikanty” – recenzja

Recenzja książki „Łazikanty”.
Tolkien i magiczny pies?

J.R.R. Tolkien tworzył nie tylko fantasy, ale też bajki dla dzieci. Jedną z nich, odnalezioną w pozostawionych przez pisarza zapiskach, jest książka „Łazikanty”. Pomysł opowieści zrodził się, kiedy rodzina Tolkienów przebywała na wakacjach. Podczas jednej z wędrówek po kamienistej plaży pięcioletni Michael zgubił swoją ulubioną zabawkę, miniaturowego pieska z ołowiu. Mimo usilnych poszukiwań zabawka nie została odnaleziona. Tolkien zaś, chcąc pocieszyć syna, zaczął snuć historię, która miała wyjaśnić „tajemnicze” zaginięcie zabawki. Ta na poczekaniu wymyślona historia stała się pierwszym rozdziałem przyszłej książki. „Łazikanty” to opowieść o młodym piesku Łaziku, który, zamieniony w zabawkę przez rozzłoszczonego czarodzieja, usiłuje odzyskać dawną postać i wrócić do domu. Przeżywa przy tym mnóstwo wspaniałych przygód, trafia na księżyc i dno oceanu, spotyka smoka, węża morskiego, syreny i różne magiczne istoty – krótko mówiąc, świetnie się bawi, jak kwituje wydawca. W publikacji z 2024 nie zabrakło oryginalnych ilustracji autora.

Książka, choć została wymyślona w 1925 roku, jest bardzo uniwersalna i wciąż aktualna. Mimo że to baśń pełna magii, w której psiak zamieniony w zabawkę spotyka niesamowite stworzenia, opowieść ta równocześnie uczy o przyjaźni i odpowiedzialności.

Podobało mi się, że Tolkien potraktował młodych czytelników – do których niewątpliwie skierowane są „Łazikanty” - poważnie. Mimo ogromu niesamowitości opisywane krainy i wydarzenia rządziły się pewną logiką. Nie brakowało mądrych słów o życiu, które nawiązywały do moralności. W moim odczuciu książka bardzo wzmaga ciekawość świata, wrażliwość i zamiłowanie do natury.

Przygody Łazika miały zapewne dać możliwość autorowi na podzielenie się z odbiorcami wykreowanymi krainami. Ich opisy intrygowały, nie były banalne. Lokacje w sporej części kojarzyły się z tymi ze Śródziemia, więc podczas lektury jak u siebie w domu na pewno poczują się też starsi czytelnicy – fani uniwersum Władcy Pierścieni. Podobnie styl autora da się rozpoznać (choć tu wskazałabym raczej konkretnie „Hobbita”). Fakt, znacząco lżejszy, dostosowany dla młodszych dzieci, ale jednak...

Językowo książka wydała mi się urocza. Autor posługiwał się niby prostym, ale zarazem pięknym językiem, co nie umknęło w tłumaczeniu. Uważam to za ogromny plus. Ilustracji w książce uświadczyłam mniej, niż się spodziewałam i szczerze mówiąc, nie wydały mi się szczególnie zachwycające, ale to dość ciekawe urozmaicenie. Wydają się oszczędne, może aż nazbyt...

„Łazikanty” czyta się łatwo, szybko i przyjemnie, choć nie brakuje fragmentów, które zmuszają do refleksji. Zupełnie nie przeszkadza to, że akcja rozgrywa się w fantastycznych krainach. Przekaz, pewna życiowa lekcja o wartościach  jasno przewijały się przez karty powieści.

Nowe wydanie od  Zysk i S-ka wzbogacono o ciekawostki na temat powstawania „Łazikantów”, a nawet na temat życia samego pisarza, co może stanowić gratkę dla starszych czytelników.

Tytuł ten szczerze polecam zarówno młodszym, jak i starszym fanom Tolkiena. Na pewno będzie to też świetna lektura dla dzieci, które czytają już samodzielnie i są ciekawe świata, choć wciąż są zatopione w klimacie baśni. Elegancka forma, prosta i zarazem bardzo artystyczna twarda okładka sprawiają, że „Łazikanty” idealnie sprawdzą się jako gwiazdkowy prezent.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

J.R.R. Tolkien, „Łazikanty”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat