„Lee Schubienik” - recenzja

Recenzja książki „Lee Schubienik”.
Bardzo lubię filmy i książki nietypowe, zagadkowe i wyglądające na takie, które mogą wnieść coś zupełnie nowego do istniejących już treści.

Osnute tajemnicą fabuły, czy to dla dorosłych czy młodzieży, zwłaszcza te nieco mroczniejsze z gatunku horroru zawsze mnie do siebie przyciągają. Nie inaczej było w tym przypadku. Życie siedemnastoletniej Alicji mieszkającej wraz z ojcem wdowcem w gotyckiej rezydencji zmienia się, gdy zostaje ona zmuszona do odejścia ze szkoły i rozpoczęcia prywatnych lekcji w domu. Przez to zaczęła poszukiwać wytchnienia w okolicznym lesie, gdzie spotkała tajemniczego mężczyznę zamierzającego się powiesić. Obudziło się w niej nowe uczucie, a delikwent ten okazał się kimś dziwniejszym niż wydawało się to w pierwszej chwili.

Rzeczywiście już od pierwszych stron czytelnik zostaje wrzucony w realia nie do końca jasne. Ani czas, ani miejsce, ani na dobrą sprawę bohaterowie nie są jasno przedstawieni, co układa się w tajemniczy klimat. Szczypta grozy dodatkowo zachęca do dalszego czytania. A te szło bardzo szybko. Napisana lekkim piórem powieść ani przez chwilę nie wydała mi się sztucznie rozwlekana czy rozepchana zbędnymi opisami lub dialogami, które miałoby się ochotę pomijać. Czasami oszczędna treść jak najbardziej wpisała się w zagadkowy nastrój.

Główna bohaterka, mimo że rezolutna, nie wie wszystkiego. Mało tego! Jako osoba młoda wielu rzeczy nie rozumie i choć na niektóre – z perspektywy czytelnika dorosłego – patrzy dość naiwnie, wcale to nie przeszkadza. W momencie, gdy odbiorca jest młodszy, może to być nawet plusem, ponieważ łatwiej może mu być utożsamianie się z protagonistką.

Alicja odkrywa tajemnice, które zakłóciły jej życie w kluczowym momencie. Jesteśmy świadkami dużych zmian, a jednocześnie oszczędzono nam dokładnego opisu przeszłości. Retrospekcje i wspomnienia to nieliczne części. To, co mniej istotne, zostało umiejętnie przyspieszone bez szkody dla wydarzeń głównych. Czy to dobrze? Tak, ponieważ dało wrażenie, iż nastolatka pewne doświadczenie już ma, ale nie zaburzyło dynamiki.

Mimo że akcja nie mknie, nie jest też straszliwie zawiła, ale zdarzenia, z którymi bohaterka się zetknęła, płynęły dość wartko. Na tyle, by nie znudzić. Podrzucane coraz to kolejne wątpliwości rozbudzały za to chęć do dalszego czytania. To trochę jak gra w podchody.

Pod koniec jednak przestało to działać, bo zanim wydarzenia nabrały wyrazistszego charakteru, zanim coś porządnie się wyjaśniło, książka się skończyła. Pominięte zostały opisy sytuacji, bez których odkrycia czułam niedosyt. Autorka wprost napisała, że reszta czeka nas w kolejnej części, jednak weszła na ten poziom niewiadomych i nieokreślonej w gruncie rzeczy fabuły, że tak naprawdę wciąż nie wiedziałam, o czym to wszystko jest. To z kolei przełożyło się nie na ochotę rzucenia się na drugi tom. Wręcz odwrotnie. Poczułam się zniechęcona. Długo wodzona za nos i pozostawiona z niczym.

Czytanie tej książki w pewnym momencie okazało się bez celu, mimo że dość długo sprawiało przyjemność. To dość ciekawy tytuł, jednak mam wrażenie, że od pewnego momentu autorka straciła polot, zaczęła pisać połowicznie lub po prostu coś jej nie wyszło.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Aleksandra Konefał ,„Lee Schubienik”, Novae Res, Gdynia, 2020.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat