Ilu ludzi, tyle opinii na temat lęku, związanych z nim zaburzeń i sposobów radzenia sobie z nim w codziennym życiu. Znalezienie wartościowego poradnika, który przeprowadziłby nas przez meandry strachu i innych trudnych, towarzyszących mu uczuć, byłoby dla mnie niczym wygrana w totolotka – magiczne rozwiązanie na wszystkie moje bolączki. Jako osoba poszukująca wiecznie odpowiedzi na pytanie, jak pokonać lęk i uchronić się przed jego następstwami, co jakiś czas sięgam po publikacje, poukrywane na księgarnianych półkach pod hasłem „psychologia”, mając nadzieję na znalezienie upragnionego remedium. Tym razem wybór padł na książkę autorstwa Thicha Nhata Hanha pod bardzo obiecującym tytułem „Lęk. Co warto wiedzieć, by przetrwać burzę”. Czy moja czytelnicza ciekawość i potrzeba poradzenia sobie z wrogiem wewnętrznego spokoju i radości została zaspokojona? Z bólem serca i grymasem zawodu na twarzy jestem zmuszona stwierdzić, że niestety – nie do końca.
Po przeczytaniu kilku pierwszych stron publikacji (a więc zdecydowanie zbyt szybko, jak na ponad dwustustronicową książkę) poczułam pewnego rodzaju niepokój, wywołany przede wszystkim zatrważającą narracją używaną przez autora. Bazując na filozofii Dalekiego Wschodu i sięgając co rusz do buddyjskich mądrości, Thich Nhat Huhn zdawał się podążać nieuchronnie w stronę „lękowej katastrofy” (czytelników, nie swojej własnej), przekonując z uporem maniaka, że nasze problemy (nawet te bardzo ciężkie, jak np. depresja) nie są wcale aż takie poważne. Co musimy zrobić, by sobie z nimi poradzić? Postawić na uważność, która pozwoli nam bez lęku patrzeć w przeszłość i przyszłość, zatapiając się głównie w teraźniejszości. Brzmi bardzo rozsądnie prawda? Sama jestem wielką zwolenniczką uważności, jednak mój zachwyt nad tą techniką kończy się w momencie, kiedy ktoś każe mi ćwiczyć oddychanie w momencie, gdy dowiaduję się, że samolot, którym lecę, zaraz roztrzaska się w drobny mak. Skrajność – to jedno słowo, które mój mózg rozświetlił na czerwono, niczym pochodnię, próbując odwieźć mnie od pomysłu kontynuowania tej lektury. Jeśli po tę książkę sięgnie osoba, dla której lękowe dolegliwości są niczym latający i brzęczący nad uchem komar, która umie odsiać wartościowe informacje od całej szkodliwej reszty – nie widzę większego problemu. Schody (i to bardzo strome) zaczynają się wtedy, kiedy do poradnika zajrzy czytelnik cierpiący na poważne zaburzenia. „Depresja? To Twoja wina, bo za dużo siedzisz w swojej głowie”. Przyznajcie sami – to już brzmi niebezpiecznie.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Thich Nhat Hanh, „Lęk. Co warto wiedzieć, by przetrwać burzę”, Wydawnictwo Czarna Owca 2021
Komentarze