„Lekarka z Galveston” – recenzja

Recenzja książki „Lekarka z Galveston”.
Skrupulatność historyczna w połączeniu z psychologiczną głębią daje niesamowity efekt. Przeczytajcie sami!

„Lekarka z Galveston” Amandy Skenandore to powieść, która przywraca wiarę w sens literatury nie tylko jako rozrywki, ale jako wehikułu empatii i poznania. Jako recenzentka rzadko trafiam na książki tak doskonale wyważone – coś między dokumentem a fabułą, między krzykiem historii a szeptem jednostki.

Autorka zabiera nas w podróż, na sam początek XIX wieku, do Galveston – teksańskiego miasteczka – gdzie postęp ściera się z tradycją, a kobiety próbują przetrwać w miejscu, w którym pierwsze skrzypce grają mężczyźni. Jednak niech was nie zmyli tytuł – miasteczko pojawia się tak naprawdę w ostatnich rozdziałach książki. Być może tytuł jest swoistym hołdem dla miejsca, gdzie szczęśliwie zakończyła się ta trudna opowieść?

Bohaterka, Tucia Hatherley, to postać niebanalna. Jej droga – jako kobiety próbującej odnaleźć swoje miejsce w świecie nie wpisuje się w stereotypowe narracje emancypacyjne. Skenandore nie popada w naiwność ani tanie triumfalizmy. Zamiast tego kreśli portret pełen pęknięć: Tucia jest silna, ale i przestraszona; ambitna, ale zdająca sobie sprawę z własnych błędów, których nie da się po prostu zrzucić jak starego fartucha. Tucia nie pasuje do żadnej ze znanych narracji o „dzielnych kobietach”. Jest zamknięta, zdystansowana, a jednocześnie niezłomna w pragnieniu dobra i spokoju dla siebie i swojego niepełnosprawnego synka.

Doktor Tucia Hatherley była kiedyś najlepszą studentką medycyny, lecz jeden błąd podczas operacji pozbawił ją pracy. Kobieta, aby utrzymać siebie i syna, podjęła pracę w fabryce gorsetów, ale wskutek nieprzyjemnego incydentu i tę pracę straciła. Jej trudną sytuację życiową próbuje wykorzystać showman Huey, który pod przykrywką występów medycznych organizuje dochodowe widowiska, na które przybywają nieświadomi niczego ludzie. Kobieta, mimo że postępowanie jej towarzysza stoi w sprzeczności z jej ideami i moralnością, przyłącza się do wędrownej grupy. Mimo wielu przeciwności kobieta stara się wyjść na prostą i wrócić do ukochanego zawodu. Czy jej się to uda?

Literacko „Lekarka z Galveston” stoi na wysokim poziomie. Styl Skenandore jest elegancki, choć pozbawiony pretensji. Jej język nie sili się na stylizację, a jednak doskonale oddaje epokę. To nie ornamentyka decyduje o jego sile, lecz precyzja i empatia. W dialogach pobrzmiewa autentyzm, w opisach – doskonałe oko dokumentalistki.

„Lekarka z Galveston” to opowieść o odwadze, walce o najbliższych, o sile miłości i dobroci. To historia, która przypomina nam, że granice są wyznaczane nie przez społeczeństwo, ale przez nasze indywidualne wybory. Dla czytelników ceniących powieści historyczne z krwi i kości, a nie z lukrowanego sentymentu – pozycja obowiązkowa. Dla mnie – duże zaskoczenie. Spodziewałam się po tej książce zupełnie czegoś innego, ale nie mogę stwierdzić, że jestem rozczarowana. Wręcz przeciwnie – spokój, powolność fabuły przemówiły do mnie w tym konkretnym czasie. Bardzo polecam!

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Amanda Skenandore, „Lekarka z Galveston”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat