Lekcja miłości i wybaczenia

Recenzja książki Stokrotki w śniegu.
Tak też było w przypadku Jamesa Kiera. Wykorzystał on czas zbliżających się świąt, do rozprawienia się z demonami przeszłości.

Ten cyniczny, przebiegły i egoistyczny rekin finansjery, w obliczu niezwykłej pomyłki, postanawia przewartościować swoje obecne życie. Pewnego dnia odnajduje w gazecie własny nekrolog, zamieszczony tam przypadkowo. Niestety, ani mowa pożegnalna dziennikarza, ani tym bardziej wpisy osób żegnających go, nie są dla niego miłe. Wtedy właśnie dociera do niego smutna prawda o tym, jakim stał się człowiekiem, ilu ma prawdziwych przyjaciół, jak wielu ludzi skrzywdził i zniszczył ich marzenia. Odkrywa też, jak bardzo brak mu żony i syna, których porzucił w międzyczasie.

Sporządza więc świąteczną listę (rzeczywisty tytuł oryginału to właśnie „Christmas List” i lepszy od polskiego tłumaczenia) osób, które skrzywdził najbardziej i powinien błagać je o przebaczenie. Tak rozpoczyna się jego świąteczna lekcja miłości i wybaczenia. Niestety, niełatwa.

„Stokrotki w śniegu” to powieść wzruszająca i pewnie bardziej wrażliwym, wyciskająca łzy z oczu. Dająca do myślenia i skłaniająca do własnego rozrachunku z przeszłością. Do zadania sobie pytań, czy na pewno nigdy nikogo nie skrzywdziliśmy i czy możemy mieć czyste sumienie?

Święta to czas radosny, czas, kiedy wszyscy stają się lepsi. Chcą być lepsi, zarówno dla siebie, jak i swoich najbliższych. To najbardziej wyjątkowe dni w roku, zbliżające do siebie ludzi i dające mnóstwo pokładów pozytywnej energii. Siły, która pozwala nam zmierzyć się z wrogiem i mu przebaczyć. O tym właśnie czytamy na stronach „Christmas List”.

Richard Paul Evans, pokazuje nam dwie strony medalu. Zachowanie i sposób myślenia osoby proszącej o przebaczenie, ale też i walkę, jaka toczy się w głowie i sercu osoby, która ma wybaczyć. Nie ukrywam, że powieść potraktowana jest dość powierzchownie przez autora, bo tematyka, wymagałaby głębszej analizy, ale nie zapominajmy, że jest to powieść świąteczna. Taka, która ma być niedługa, niezbyt skomplikowana, napisana w prosty, przystępny sposób, ma poruszyć nasze serca i umysły, a najlepiej rozczulić i doprowadzić do głębokiego wzruszenia. Jeżeli chodzi o listę przymiotników, jakie ma spełniać książka stricte bożonarodzeniowa, to „Stokrotki w śniegu”, są jej wzorcowym przykładem.

Choć Evans dotyka problemów bolesnych i trudnych, a także nieodwracalnych zjawisk, na które nie mamy wpływu, to oczywiście w ramach wzniecenia wiary w czytelniku w moc wybaczania, autor książki ewidentnie dąży do szczęśliwego finału. Choć nie jest to zdecydowanie pełen happy end, bo pewnych zdarzeń nie można odwrócić, to niemniej jednak, właśnie tego dobrego finału oczekujemy po tego typu powieści. Pragniemy przecież uwierzyć, że w Święta Bożego Narodzenia, wszystko jest możliwe, nawet tak głęboka przemiana duchowa, jakiej bohaterem stał się James Kier. Jaka może spotkać każdego z nas, wystarczy chcieć…

Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)

Richard Paul Evans, „Stokrotki w śniegu”, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat