Pogryzione i podrapane zwłoki Ismaila stawiają na nogi całą sztokholmską policję. Chłopca znaleziono na samej górze starego komina zapomnianej fabryki. Nikt nie wie jak to się stało dopóty, dopóki w internecie pojawia się nagranie od mordercy. Widać na nim jak oprawca przebrany za lwa z długimi pazurami przetrzymuje chłopca w klatce, torturuje go, a na końcu zabija. Ostatnie chwile Ismaila są tak przerażające, że sprawa staje się priorytetem policji. Szczególnie, że dostają link do kolejnego filmu. Tym razem jest to przekaz na żywo. Widać na nim innego, przetrzymywanego w klatce pod ziemią chłopca. W tle widać zegar odliczający czas, a pod nim okrutnego porywacza, który czeka na godzinę zero. Czy policja uratuje chłopca? Co będzie musiał poświęcić Zack, aby dostać się do klatki na czas? Czy tym razem uda się powstrzymać lwa?
Długo zastanawiałam się nad przeczytaniem „Leona”, ponieważ nie znam pierwszej części - „Zack”. Przekonał mnie do tego fakt, że są to dwa, niezależne tomy, które można czytać oddzielnie. I bardzo dobrze, że się skusiłam. Duet pisarski Mons Kallentoft i Markus Lutteman to istna petarda wśród twórców kryminałów. Ich styl pisania wciąga od pierwszych stron. Po prostu nie da się odłożyć książki na bok. A co jest najlepsze? Powieść nawet przez chwilę się nie dłuży. Akcja zaczyna się już od pierwszych stron oraz rozwija wraz z fabułą. Nie zliczę ile razy wstrzymywałam oddech i poganiałam głównego bohatera, żeby się nie ociągał. Styl pisania autorów jest zwięzły oraz konkretny. Nie ma miejsca na zbędne wypełniacze treści.
Wielkim plusem książki jest zagadka, kto okaże się mordercą. Aż do ostatnich stron nie byłam pewna, kto kryje się za lwią paszczą. Autorzy sprytnie wpletli inne wątki do książki, które odciągają uwagę od głównej zagadki, ale to działanie wychodzi zdecydowanie jna plus. Książka została zainspirowana mitami greckimi, a konkretnie tym o lwie nemejskim - zwierzęciu ze skórą nie do przebicia, którego zgładził Herkules.
W książce można się spotkać z przeskakiwaniem od sceny do sceny, ale w tym przypadku nie przeszkadza to w czytaniu, wręcz nakręca fabułę. Dzięki takiemu zabiegowi można dość dobrze poznać bohaterów sztokholmskiej policji, jak i samego mordercę. Zack Herry jest bardzo dobrym policjantem, ale uzależnionym od narkotyków. Trenuje sztuki walki. Jego partnerka Deniz jest uchodźcą z kraju gdzie rządzi ISIS. Jej wspomnienia aż mrożą krew w żyłach. Naznaczone są przemocą. Niklas ma dwójkę dzieci, które są w wieku podobnym do zabitego chłopca. Przez to bardzo angażuje się w śledztwo. Każda z postaci ma swoje własne przeżycia, które wpływają na ich charaktery i podejście do sprawy. Morderca jawi się jako postać bez serca. Części książki z jego udziałem podnoszą ciśnienie podczas czytania.
Dobry kryminał, z wartka akcją i wyrazistymi postaciami, to przepis na sukces. Autorzy bardzo dobrze ze sobą współpracują i prezentują powieść wartą każdej spędzonej przy niej minuty. Twórcy nie boją się pokazać Szwecji jako kraju nieidealnego i z problemami. Prezentują jego gorszą stronę, np. jak są traktowane dzieci uchodźców. Bardzo serdecznie polecam nie tylko fanom gatunku. Uważam, że jest to powieść przyciągająca uwagę, grająca na emocjach. Dobry start, aby nareszcie polubić kryminał. Mrok czai się na każdej stronie.
Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)
Mons Kallentoft, Markus Lutteman, „Leon”, Poznań, Dom Wydawniczy REBIS, 2017
Komentarze