„Let me know” – recenzja

Recenzja książki „Let me know”.
"To takie nieprawdopodobne, że po czterech latach znowu siedzimy razem na plaży, z taką samą naiwną nadzieją i celebrujemy tradycję, której obiecaliśmy sobie nigdy nie odpuścić. Może wciąż dzieli nas mnóstwo niewypowiedzianych słów, (...) W tym momencie pozwalamy sobie jednak być po prostu Bee i Noah..."

Już od wczesnego dzieciństwa 9 lipca stanowił dla Bee i Noah wyjątkowe święto. W tym czasie miał miejsce festiwal na plaży, w trakcie którego bohaterowie słali w niebo lampiony z życzeniami. Tę magiczną chwilę już zawsze mieli celebrować tylko we dwoje, niestety los bywa kapryśny i często krzyżuje plany młodych, nie mających zbytniego wpływu na swoje życie osób. Gdy Noah zostaje zmuszony wyjechać, przyjaciele obiecują sobie, że ich relacja przetrwa każdą odległość. Jednak w ciągu czterech lat dzieje się zbyt dużo, by mogło się to udać. Czy po powrocie chłopaka w rodzinne strony bohaterowie będą jeszcze w stanie nawiązać ze sobą nić porozumienia?

"Let me know" to debiutancka powieść Zuzanny Wólczyńskiej. Książka, która kusi wakacyjną okładką sugerującą nam lekką i łatwą w odbiorze historię. Jednak muszę przyznać, że teraz po zapoznaniu się z tą lekturą patrzę na nią trochę inaczej. To wciąż jest letnie love story, ale teraz czuję jego ciężar, ładunek emocjonalny, który sprawia, że ten tytuł wcale nie jest taki jak mogłoby się nam z początku wydawać. To opowieść o trudnej relacji dwójki młodych osób oraz ich, wynikających z różnych względów, ucieczkach i powrotach. Zarówno Bee, jak i Noah, są bardzo wrażliwi i niepewni swoich uczuć. Oboje bywają raczej wycofani i długo otwierają się na innych ludzi. Przed wyjazdem młodzieńca wydawali się idealnie do siebie pasować, jednak doświadczenia w Chicago mocno wpłynęły na sylwetkę chłopaka.

Bardzo podobała mi się kreacja głównych bohaterów, którzy nie są nieskazitelni, lecz mają swoje wady i zalety. Opisani są bardzo plastycznie, przez co stają się naszymi przyjaciółmi, nabierają niemal realnych kształtów. Autorka dużo miejsca poświęca ich psychice oraz sytuacji między nimi, która wydaje się być bardzo niepewna. Cieszę się, że choć akcja powieści osadzona jest poza granicami naszego kraju, to bohaterowie wcale nie są zepsuci i zdeprawowani. Owszem błądzą, jak wszyscy młodzi ludzie, jednak wydają się zdawać sprawę z granicy między dobrem i złem. To naturalne, że każdego czasem ponoszą emocje, zwłaszcza jeśli rzecz dotyczy ważnej dla nas kwestii.

Mimo umiejscowienia akcji w innym kraju niż Polska,  nie da się tu zauważyć błędów logicznych. Wręcz przeciwnie, autorka chętnie sięga po nazewnictwo adekwatne dla zagranicznych kultur, dzięki czemu umiejętnie oddaje klimat USA. Ciężko wyczuć, że powieść została napisana przez polską autorkę, a co dopiero przez debiutantkę! Młoda pisarka sięga po trudne tematy związane z dorastaniem, pierwszą miłością oraz depresją. Choć jest jeden wątek, z którego rozwinięciem chętnie bym się zapoznała, uważam że ta powieść jest naprawdę rewelacyjna! Czyta się ją przyjemnie, a muszę zauważyć, że napisana drobnym drukiem książka nie należy do najkrótszych. Niestety jego wielkość była dla mnie minusem. Moim zdaniem książka mogłaby mieć więcej stron, a być napisana bardziej przystępną dla oka czcionką.

Uważam, że „Let me know” to naprawdę udany debiut, który wprowadza czytelnika w wakacyjny klimat, a jednocześnie daje mu możliwość pochylenia się nad ważnymi kwestiami. Dostarcza relaksu, wzrusza, a momentami też i bawi. Z czystym sercem polecam ją wszystkim miłośnikom powieści z gatunku new adult oraz historii z nieoczywistym zakończeniem.

Katarzyna Jabłońska
(katarzyna.jablonska@dlalejdis.pl)

Zuzanna Wólczyńska, „Let me know”, Jaguar, 2023.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat