„Lewa, wspomnienie prawej”, to jedna z tych książek, których lektura zajmuje więcej czasu niż zazwyczaj, biorąc pod uwagę gros współczesnych publikacji. I nie chodzi tu ani o nadmiar stron, ani epatowanie złymi emocjami, czy „zamęczanie” nas opowieściami o prozaicznych aspektach choroby. Nie chodzi tu też o to, że książkę tę napisała znana i ceniona pisarka.
To, co sprawia, że bardziej pochylamy się nad tym tekstem, to nie tyle szczerość i prawda o życiu z chorobą, co forma, w jakiej autorka opowiada o swej codzienności. Bo ta codzienność, staje się niecodzienna, dzięki temu, że Krystyna Kofta delektuje się życiem. Jej spostrzeżenia, niezwykle trafne i dosłowne, wplecione w słowotok dnia powszechnego, są dla nas jak przysłowiowa „wisienka na torcie”. Nie pozwalają nam „utytłać się” w chorobie, dowodząc, że można chcieć więcej od życia, od samych siebie. Można żyć lepiej, podnosząc jakość swego bytu, poprzez rozmowy, lekturę, dbałość o siebie i ciekawość świata.
Krystyna Kofta, stała się dzięki tej książce pisarką totalną, czyniąc ze swego powołania do pisania, nie tylko pracę i sposób na życie, ale przede wszystkim, doskonały oręż do walki z chorobą nowotworową. Oręż, który nie tylko jej pomógł przetrwać przez najtrudniejsze momenty w życiu, ale stał się też wsparciem dla innych kobiet. Jej przesłanie, by nie poddawać się chorobie i żyć w zgodzie z własnymi potrzebami, było i jest motywacją dla wielu osób. To ona, jako jedna z pierwszych, dziesięć lat temu, publicznie zaczęła opowiadać o swej chorobie. O swej wyprawie na Archipelag Cancer, podroży, w którą nikt nie chce wyruszyć i zarazem przygodzie, której nikt nie chce przeżyć.
Być może wiedza o tym, że choroba dotyka wszystkich, bez względu na wiek, wykonywaną pracę, czy majętność, może podnieść kogoś na duchu. Historia Krystyny Kofty, pokazuje, że rak piersi nie jest chorobą śmiertelną. Odpowiednie leczenie, ale i przede wszystkim nastawienie, nie poddawanie się i nie obniżanie poprzeczki, a także wsparcie rodziny, to źródła sukcesu, o których warto mówić głośno. Kto może bardziej pomóc chorym kobietom, niż inna pacjentka oddziału onkologii? Kto może przeprowadzić je lepiej przez wszystkie zawiłości związane z badaniami, chemioterapią i radioterapią, mastektomią, czy skutkami ubocznymi choroby?
Krystyna Kofta publikując swój dziennik, odsłania się przed światem. Nie wstydzi się jednak swych przeżyć i słabości, lecz żal jej tego, że nikt przed nią nie mówił głośno o tym, jak ważne są badania profilaktyczne. Dziś ona, pomimo upływu lat, jest zagorzałą orędowniczką wszystkich kampanii odnoszących się do badań piersi, bo wie, jak choroba potrafi zmienić kobietę.
Nie można wobec powyższego „przekartkować” dziennika „Lewa, wspomnienie prawej”. Tylko dogłębna lektura sprawi, że odnajdziemy zawartą w nim prawdę, oraz być może dostaniemy jakąś wskazówkę, czy radę, która pozwoli nam samym, zmierzyć się z chorobą.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Krystyna Kofta, „Lewa, wspomnienie prawej”, Świat Książki, Warszawa, 2013
Komentarze