Książka Anny Klejzerowicz „Ostatnią kartą jest śmierć” to lekki kryminał o zagadkowej śmierci wróżki Semiramidy. Rolę detektywa autorka powierzyła młodej, trzydziestoletniej dziennikarce z zapędami detektywistycznymi – Weronice. Dziewczyna po raz pierwszy spotyka przyszłą ofiarę zbrodni, kiedy udaje się po poradę kart tarota, gdy w jednej chwili traci pracę i chłopaka. Odpowiedzi na nurtujące ją pytania właściwie nie otrzymuje i opuszcza salon wróżb w gorszym nastroju, niż zanim się tam udała. Po kilku dniach z zaskoczeniem dowiaduje się, że Semiramida nie żyje. Samobójstwo czy morderstwo? To zagadka, jaką przyjdzie rozwiązać głównej bohaterce.
Niestety, cała intryga kryminalna została skonstruowana w sposób tak banalnie prosty, że czytając książkę, od początku wiedziałam, kim był morderca i jaki przyświecał mu motyw. Dokończyłam lekturę właściwie tylko po to, by się upewnić, że mam rację. Choć wolałabym jednak się mylić...
Jedyny ciekawy wątek książki „Ostatnią kartą jest śmierć” zawiązany został wokół kart tarota (i bynajmniej nie chodzi mi o tę marną kryminalną zagadkę). Klejzerowicz pośród błahej treści przemyciła istotną, aczkolwiek rzadko poruszaną, kwestię – ciemnej strony wróżb. Osoby zawodowo parające się stawianiem tarota i innymi tego typu przepowiedniami, to nie zawsze kompetentni fachowcy. Bywają wśród nich bezwzględni manipulanci, którzy bez skrupułów wykorzystują ludzką podatność na różnego rodzaju sugestie. To bardzo niebezpieczne narzędzie, pozwalające zyskać władzę nad cudzym umysłem. Szkoda, że autorka nie skupiła się wyłącznie na tym ezoterycznym wątku.
Kompletnie nie rozumiem, jaki związek ma okładka książki z jej treścią. Zaawansowana wiekowo kobieta w kapeluszu z zaciekłym wyrazem twarzy mogłaby ewentualnie uchodzić za detektywa, tyle tylko, że do żadnej z zarysowanych przez Klejzerowicz postaci nijak nie pasuje. Poza tym, zdecydowanie nie zachęca, przynajmniej mnie do zakupu lektury, a wręcz przeciwnie.
Książka Anny Klejzerowicz „Ostatnią kartą jest śmierć” to najsłabszy kryminał, jaki kiedykolwiek w życiu czytałam. A muszę przyznać, że trochę ich się uzbierało. Niejednokrotnie zagadkowa zbrodnia nie stanowiła aż takiego wyzwania intelektualnego i prędzej, czy później, zanim autor wyjawił prawdę, mogłam wcześniej poznać tajemnicę. Nigdy natomiast nie spotkałam się z sytuacją, w której już w momencie popełnienia morderstwa, wiedziałabym, kto go dokonał. To z całą pewnością ogromny minus książki, przekreślający jej wartość gatunkową jako kryminału.
Może przed przystąpieniem do pracy twórczej, należało postawić tarota...
Jowita Kubiak
(jowita.kubiak@dlalejdis.pl)
Anna Klejzerowicz „Ostatnią kartą jest śmierć”, Oficynka, Gdańsk 2010
Komentarze