Ale czy faktycznie zrozumiałam i pokochałam Małgorzatę?
„List” to pierwszy tom cyklu „Pamiętaj o mnie” - nowej serii powieści pisanych przez Annę Karpińską, autorkę poczytnych książek obyczajowych i romansów. Nie było to moje pierwsze spotkanie z prozą tej autorki, gdyż wcześniej czytałam jedną z jej książek. Nietrudno było zauważyć pewne powtarzające się motywy, które zakładam, że znajdziemy również w jej innych książkach. Główną bohaterką „Listu” jest Małgorzata, kobieta po czterdziestce - szczęśliwa żona i matka. Szybko jednak dowiadujemy się, że, niestety, jej życie tylko z pozoru wygląda na udane. Jako młoda dziewczyna zakochała się w synu przyjaciół rodziców, ku dużemu zadowoleniu całej rodziny swojej i przyszłego męża. Rafał pochodził z dobrej rodziny i wkrótce miał zostać lekarzem, wydawałoby się więc, że Małgorzacie się naprawdę poszczęściło. Jednak jeszcze przed ślubem rzeczywistość pokazała jej jak złudne były jej wyobrażenia o małżeństwie i życiu rodzinnym. Całe życie Małgorzaty zostało podyktowane pod warunki męża – jego pracy, obowiązki i życzenia. Swój czas i energię dzieliła między męża, wychowanie dzieci oraz spełnianie swojej pasji, czyli pisanie książek. Rafał to typowy „pan i władca”, egoista, traktujący żonę jak służącą i nie mający oporów przed zdradzaniem jej. Nie tylko jednak on traktuje Małgorzatę z góry. Zarówno jej rodzice i teściowie, jak i najbliższa przyjaciółka oraz dzieci zdają się nie doceniać ani nie wspierać kobiety w żaden sposób. Może byłoby mi trochę jej żal, gdyby nie to, że taki schemat książek polskich autorek jest już oklepany i najzwyczajniej w świecie nudny.
Anna Karpińska dzieli się z nami historią niezbyt wyszukaną, co nie zawsze jest czymś złym, jednak mam wrażenie, że co za dużo to nie zdrowo. Przykro mi, że aż tak wiele książek polskich autorek opiera się na tym samym motywie przewodnim, gdzie udręczona Matka Polka przez lata poświęca życie niewartemu nic mężowi i niezbyt wdzięcznym dzieciom, zarazem potulnie akceptując zdrady czy zniewagi partnera, żyjąc przy tym jednak dość wygodnie. Zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo jest to realny scenariusz, jednak wolałabym, żeby bohaterki literatury kobiecej dawały po prostu nieco lepszy przykład. Ta walka o swoje życie i potrzeby zawsze przejawia się bardzo niemrawo i ciężko oprzeć się wrażeniu, że osobom takim jak Małgorzata, taki układ po prostu pasuje. W końcu tytułowy list napisany przez fana nieco wyrywa kobietę z letargu, przywołując wspomnienia dawnej miłości i motywując do działania.
Niestety „List” nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, wręcz przeciwnie – lektura tej książki wybitnie mnie irytowała, głównie ze względu na jej bohaterów oraz przebieg akcji. Nie udało mi się polubić żadnej postaci, prócz syna Małgorzaty, który jako jedyny wykazywał chęć życia swoim życiem, niezależnie od tego czy podobało się to tatusiowi, dziadkowi czy sąsiadowi z czwartego piętra. Reszta bohaterów jest po prostu nudna, bardzo sztampowa i miałka. Do tego dołóżmy jeszcze zbiegi okoliczności rodem z telenoweli, nudne retrospekcje i jestem skutecznie zniechęcona do drugiego tomu. Jedyne co ratuje książkę Anny Karpińskiej i sprawiło, że doczytałam ją do końca to dobry warsztat pisarski autorki. Powieść jest napisana bardzo poprawnie, narracja jest sprawna i całość czyta się dość szybko.
Nie jest to powieść, którą mogłabym polecić z czystym sumieniem – za dużo tutaj naciąganych wątków i irytujących bohaterów, za bardzo czuję uprzedzenie i niechęć do powielenia ciągle tego samego schematu polskich powieści obyczajowych. „List” to dość nudna książka, pełna mało prawdopodobnych wydarzeń i trywialnych wątków.
Joanna Adamski
(joanna.adamski@dlalejdis.pl)
Anna Karpińska, „List”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2020
Komentarze