„Listy z dziesiątej wsi” – recenzja

Recenzja książki „Listy z dziesiątej wsi”.
Książka o powrotach: w rodzinne strony i do przeszłości własnej rodziny.

Główną bohaterką książki jest trzydziestoletnia Beata, którą porzucił mąż. Od tej chwili staje się ona samotną matką, która nie może pozwolić sobie na opłakiwanie straconych lat. Szara codzienność – brak pracy i środków do życia – puka do jej drzwi, razem z pracownikami opieki społecznej. Dobita ciężką sytuacją życiową przy pomocy brata wraca w rodzinne strony – do Zwierzyńca. Miejscowość ta, kiedyś sielska polska wioska, obecnie zanika. Plantacja kukurydzy prowadzona przez brata pożera wręcz wszystko, co zielone w domostwie rodziców Beaty, łącznie z sadami i ogrodami.

Zdruzgotana własnym życiem kobieta dodatkowo opłakuje znikające elementy natury. Z wykształcenia ogrodnik przeżywa stracone piękno otoczenia z dzieciństwa. Pasją autorki książki jest kwiaciarstwo i swoją miłością do natury podzieliła się z Beatą. Główna bohaterka zdaje się odzyskiwać energię wraz z przebywaniem w rodzinnych stronach, odwiedzaniem ukochanych miejsc. To właśnie powrót kobiety do zarośniętego Starego Parku doprowadza ją do spotkania z Pawłem, właścicielem tego terenu.

Ich ścieżki stykają się szybciej, niż można pomyśleć. Beata zostaje pracownicą jadłodajni, której właścicielem jest Paweł. Jest to jednocześnie jej pierwsza samodzielna praca, gdyż do tej pory zajmowała się prowadzeniem domu i wychowaniem dzieci. Książka zawiera proces przemiany Beaty z siedzącej w domu matki, której życie skupiało się w mieszkaniu z dwoma małymi oknami, w kobietę, która powoli bierze życie w swoje ręce.

Równie ważną historią w książce jest odnalezienie przez Beatę na strychu starych listów. Poznaje z nich losy swojej babki, Barbary, która została wydana za mąż za mężczyznę, którego nie kochała. Listy te wymieniane są z jej przyjacielem Stachem i wypełniają one w dużym stopniu karty książki Agnieszki Olszanowskiej. Dzięki nim Beata odnajduje swoje korzenie i jeszcze silniej utożsamia się z terenami, do których powróciła po latach z dwójką synów.

Książka ta przedstawia życie zwykłej Polki, kobiety borykającej się z problemami życia codziennego. Beata jest postacią z krwi i kości, popełniającą te same błędy, co tysiące osób na co dzień. Choć różne wydarzenia nieźle ją sponiewierały, to potrafi się podnieść i odnaleźć sens, nadać losowi nowy bieg. Agnieszka Olszanowska w ciekawy sposób porusza się po meandrach codzienności i nadaje im oryginalny charakter. Od jej postaci bije coś, czego nierzadko brakuje w obyczajowych książkach – realność, normalność. I właśnie chociażby dla tej normalności bohaterów warto zapoznać się z „Listami z dziesiątej wsi”.

Katarzyna Kolibabska
(katarzyna.kolibabska@dlalejdis.pl)

Agnieszka Olszanowska, „Listy z dziesiątej wsi”, Warszawa, Prószyński Media, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat