W „Lockdown" wirus jest bowiem o wiele groźniejszy... Zresztą nie tylko on. Warszawa, początek pandemii. Jeszcze nie do końca wiadomo, co się dzieje, ale już pojawiają się pierwsze, zdecydowane działania rządu, służb mundurowych, wojska. Ludzie umierają na ulicy, tajemniczy wirus atakuje. Mieszkańcy panikują, stolica jest sparaliżowana. Niemal natychmiast zostaje wprowadzony stan wyjątkowy z godziną policyjną.
Z pewnością nie jest to na rękę Oldze, miliarderce, która lada moment miała otworzyć swoją ostatnią inwestycję – super nowoczesne centrum handlowe. A teraz, jak na złość, cała gospodarka wstrzymała oddech. Olga jednak szybko zrozumie, że pesrpektywa utraty zainwestowanych milionów nie jest jej największym problemem. Ktoś bowiem porwał jej jedyną córkę i żąda 40 milionów euro. Dla Olgi kwota ta byłaby osiągalna, gdyby nie fakt, że banki zamroziły wypłacanie pieniędzy.
Na szczęście, u boku naszej głównej bohaterki pojawia się zatrudniony kierowca, którego przeszłość pozostawia wiele znaków zapytania. Ta dwójka jest zdeterminowana, aby za wszelką cenę uratować nastolatkę z rąk porywaczy i zdobyć pieniadze na okup. Nawet jeśli będzie to oznaczało wkroczenie w bardzo niebezpieczne rejony stolicy i bratanie się z samą mafią.
Przedzieramy się więc z naszą dwójką przez opustoszałe z jednej strony, a naszpikowane wojskiem z drugiej, miasto; wędrujemy od jednej kryjówki gangsterskiej do drugiej. Mimo dość powtarzalnego schematu i faktu, że czytelnik sam niczego nie jest w stanie rozwiązać (całą tajemną wiedzę posiada kierowca – Karol i dzieli się nią z nami partiami), akcja jest tu dość dynamiczna i przez to książkę czyta się szybko.
Niestety, mi przyjemność z lektury psuło poczucie irytacji spowodowane kilkoma szczegółami (np. fakt, że Olga nie odbiera telefonu w trybie głośnomówiącym, tylko potem niedokładnie przekazuje usłyszane informacje) i samo zakończenie. Czytelnik w drugiej połowie książki otrzymuje wskazówkę, ktora bez problemu naprowadza na zidentyfikowanie mózgu całej operacj porwania, ale gdy przyjrzymy się motywom... Cóż, powiedzieć, że wyszło mało przekonująco, to nic nie powiedzieć.
Robert Ziębiński kreując bohaterów „Lockdownu" posłużył się charakterami, które znaleźć można w podobnych gatunkowo książkach. Podobała mi się postać Karola – trochę taki nasz lokalny, działający na mniejszą skalę James Bond. Tajemniczy, ułożony, ale jednocześnie śmiertelnie niebezpieczny. Żałuję bardzo, że nie poświęcono mu trochę więcej uwagi – chętnie poznałabym lepiej jego przeszłość (nawet kosztem wytracenia dynamiki tej historii). Znacznie gorzej jest jednak z główną postacią kobiecą. Olga kreowana jest na businesswoman z krwi i kości – twarda w interesach, na zawołanie potrafi wyłączyć emocje. Jednak w tej opowieści staje się mocno niewiarygodna (brakuje spójności między tym, o czym mówi czy myśli, a tym, jak się zachowuje). Co więcej, mimo, że ta dwójka ma tak różne doświadczenia, są właściwie nie do rozróżnienia, gdy zdecydujemy się na przykład przeanalizować dialogi.
"Lockdown" może kusić swoim tempem akcji – przez sposób prowadzenia narracji, krótkie rozdziały i potęgujące napięcie odliczanie czasu – trudno jest się od tej książki oderwać. O ile więc nie będziemy wchodzić za bardzo w tę historię, rozkładać jej na czynniki pierwsze, można się przy tej lekturze całkiem nieźle bawić.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Robert Ziębiński, „Lockdown", Wydawnictwo Kobiece, Białystok 2020
Komentarze