„Lokator do wynajęcia” – recenzja

Recenzja książki „Lokator do wynajęcia”.
Wieś u podnóży gór, w której królują dwie ekscentryczne starsze panie – oto powieść na poprawę humoru.

Zawilec koło Zakopanego – niewielka miejscowość, w której bardzo dużo się dzieje. Tak wiele, że czasem nie ma chwili by spokojnie odetchnąć.

Historia „Lokatora do wynajęcia” rozpoczyna się w momencie, gdy Miśka i Noldi – dwoje studentów- przybywają do Zawilca, przyjmując kolejne zlecenie. Są bowiem tytułowymi lokatorami do wynajęcia – opiekują się domami podczas nieobecności właścicieli. Tym razem jednak nie zapowiada się, aby to miało być kolejne zwykłe zlecenie – w domu wyraźnie straszy, mieszkańcy Zawilca są bardzo specyficzni, a za sąsiadów Miśka i Noldi otrzymują dwie bardzo ekscentryczne panie, które za główny punkt honoru postawiły sobie wprowadzanie w życie wszystkich swoich, nawet najbardziej zwariowanych, pomysłów. I wyraźnie upodobały sobie towarzystwo dwójki studentów.

Na wypadek, gdyby charakterystyczni bohaterowie nie byli wystarczająco atrakcyjni dla czytelnika, autorka wzbogaciła swoją książkę o wątek kryminalny. Nie ma co się jednak nastawiać na to, że odkryje się to, kto zabił. Nie to w tej opowieści będzie najważniejsze. Znacznie większą uwagę należy zwrócić na dochodzenie, jakie prowadzą detektywi-amatorzy.

„Lokator do wynajęcia” to zabawna, ciepła opowieść, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, komicznych pomyłek, komizmu sytuacyjnego. Z pewnością podczas lektury kilka razy można się szczerze roześmiać. Ja jednak złapałam się na tym, że o ile na początku dobrze się z książką bawiłam, o tyle w trakcie lektury bawiły mnie raczej… absurdy.

Nie wiem, czy był to zabieg zamierzony (a jeśli tak, to dość ryzykowny), ale od nadmiaru powodów do śmiechu może tu aż rozboleć głowa. Właściwie każdą z niemal 400 stron książki trzeba czytać bardzo uważnie, bo z każdego zdania może „wyskoczyć” nam żart. Dialogi zostały nimi wręcz naszpikowane. I tu mam do autorki żal – przez to, że miało być śmiesznie, wyszło, że bohaterowie są, delikatnie mówiąc, mało ogarnięci i niespecjalnie bystrzy. Jeśli nie powiedziało się im czegoś wprost, nie rozumieli, zupełnie nie łapali kontekstu (a nie były to jakieś bardzo głębokie rozmowy), słyszeli tylko to, co chcieli usłyszeć. O ile jeszcze można to uznać czasem  podkreślam - czasem) za zabieg zabawny, o tyle w nadmiarze robi się to doprawdy męczące.

Poza tym jednak muszę przyznać, że książkę czytało się bardzo przyjemnie. Lekka, zabawna opowieść, która pozwala odpocząć i zrelaksować się czytelnikowi. To lektura, która wywołuje szczery uśmiech.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Iwona Banach, Lokator do wynajęcia, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat