Oto bohater, którego pokochałam od pierwszej strony. Liam ma 11 lat i wierzy, że... jest bogiem Lokim, uwięzionym w ciele chłopca. Skomplikowana historia. Loki trafił na Ziemię, by odpokutować swoje grzeszki. Aby pokazać, jak bardzo się zmienił, ma prowadzić dziennik, skrupulatnie dokumentując wszystkie dobre (i te mniej dobre) uczynki. A wiadomo, że gdy ma się jedenaście lat, chodzi się do szkoły, to trudno być wybitnie grzecznym i uczynnym. W końcu dookoła czeka wiele pułapek.
Zacznijmy może od tego, że „Poradnik złego boga: jak wziąć na siebie winę” to kontynuacja przygód boga uwięzionego w ciele jedenastolatka. Nie czytałam pierwszej części, ale po tej książce, sięgnę po nią na pewno! Loki (a może raczej Liam) jest bardzo pewnym siebie młodzieńcem, przekonanym o własnej wyjątkowości i dziwiącym się, że inni tę wyjątkowość ignorują bądź nawet jej zaprzeczają. Chłopiec, będący jednocześnie głównym bohaterem, co krok podkreśla, że jest ideałem, więc jako taki, wybacza innym ich krótkowzroczność. A robi to z takim humorem, że jako dorosła osoba, świetnie się bawiłam podczas czytania tej książki.
Ja wiem, że Louie Stowell napisał tę książkę dla młodszego czytelnika i widzę jej wartość w skierowaniu jej do takiej grupy odbiorców. Temat bardzo silnej pewności siebie, przekonania o własnej nieomylności i reakcji otoczenia na taką postawę jest chyba niezbyt często poruszany w literaturze dziecięcej i młodzieżowej. Gdy nowa uczennica zdaje się nie reagować na roztaczany przez głównego bohatera czar, Loki staje na głowie, by dowiedzieć się jak to właściwie możliwe.
Bardzo ciekawe było obserwowanie zmagań naszego bohatera z całym otaczającym go światem. Jego gimnastyka umysłowa, by tłumaczyć rzeczywistość na swoją korzyść, była godna podziwu. Choć zachowania w tej historii są często przerysowane i okraszone sporą dawką humoru (i szczyptą sarkazmu, co szczególnie mnie ujęło), to jednak łatwo w nich odnaleźć przykłady z prawdziwego życia. To właśnie sprawia, że „Loki. Poradnik złego boga: jak wziąć na siebie winę” poza rozrywką i zabawą w trakcie lektury, niesie też ze sobą przesłanie. To książka o tym, jak łatwo czasem błędnie ocenić innych i o tym, jak bardzo nasza prawda może różnić się od prawdy innych osób. Zaskoczyło mnie także to, że w książce Louie Stowella znajdziemy też odniesienia, które niekoniecznie są znane współczesnym jedenastolatkom. Loki tłumaczy nam (bardzo krótko i treściwie), kim była Panna Marple czy Sherlock Holmes, przemyca też kilka ciekawostek o wikingach.
„Loki” to książka, która oprócz angażującej treści, przyciąga też szatą graficzną. Twarda oprawa, kolorowa, dynamiczna okładka już od wejścia zachęcają do lektury. A w środku jest tylko lepiej. Jako że cała narracja zbudowana jest wokół dziennika naszego boga ukrywającego się w ciele jedenastolatka, mamy tu całe mnóstwo zabawnych ilustracji, notatek na marginesach, ramek, odniesień, podkreśleń i wszystkiego tego, co w zeszycie nastolatka można znaleźć. Dodatkowo niektóre scenki przedstawione są w formie krótkich scenek komiksowych, co sprawia, że przez tę książkę praktycznie się płynie. Wyrazy uznania należą się także Magdalenie Ciszewskiej za lekkie i pełne humoru tłumaczenie tej książki.
„Loki. Poradnik złego boga: jak wziąć na siebie winę” wydaje mi się trafionym prezentem książkowym na każdą okazję. Ciężko pozostać obojętnym na życiowe perypetie jedenastolatka, który widzi siebie inaczej, niż widzą go inni.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Louie Stowell, „Loki. Poradnik złego boga: jak wziąć na siebie winę”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań, 2024.
Komentarze