„Łowca” – recenzja

Recenzja książki „Łowca”.
Nowym Jorkiem targa fala zbrodni. Mężczyźni giną od strzału, kobiety traktowane są jak zwierzyna łowna. Czy te pozornie różne metody zabijania mają wspólny mianownik?

Detektyw Frank Queen i jego współpracownicy – Pearl i Feds, stają przed niezwykle trudnym zadaniem. Po Nowym Jorku grasuje prawdopodobnie dwóch seryjnych morderców – Bestia, w którego kręgu zainteresowań są specyficzne kobiety oraz Kaliber 25, który traktuje zabójstwa bogatych mężczyzn jako czysty sport. Ich metody działania są zupełnie różne – doświadczeni śledczy nie potrafią powiązać zbrodni ze sobą, jednak coś podpowiada im, że wydarzenia nie są od siebie zupełnie odseparowane. Liczba ofiar rośnie, a policja nie potrafi rozwiązać zagadki – czy zdążą, nim na celowniku znajdzie się Queen?

Do przeczytania „Łowcy” Johna Lutza skłoniła mnie przede wszystkim rekomendacja Harlana Cobena, wybitnego twórcy kryminałów. Oczekiwałam dreszczy, nieprzespanych nocy i wypieków na policzkach, a dostałam poplątane wątki, nudne wtręty dotyczące życia prywatnego bohaterów i precyzyjne opisy niektórych zbrodni. Zbyt mało, bym mogła bez wahania dołączyć tę pozycję do grona moich ulubionych „powieści z dreszczykiem”.

Sama fabuła skonstruowana jest zmyślnie – dwie fale zbrodni przetaczające się w tym samym czasie przez duże miasto to faktycznie kanwa, na której można zbudować porywającą historię. Niestety, całą radość czytania zabija przede wszystkim mnogość wątków – każdy wnosi coś do powieści (niewiele do rozwiązania zagadki) i niesamowicie spowalnia akcję, co w rasowym kryminale powinno być zabronione. Zamiast budowania napięcia i podrzucania co jakiś czas istotnych elementów, tak, by czytelnik sam mógł dochodzić prawdy na równi ze śledczymi, mamy usypiające rozdziały wprowadzające kolejne postaci. Średnio na każdy nowy wątek przypada jedna ofiara, ale niestety, nie wiąże się to z ekscytacją – wprawny czytelnik już na samym początku książki jest w stanie zidentyfikować osoby stojące za makabrycznymi morderstwami. Ostatnie fragmenty faktycznie budowały niewielkie napięcie, ale koniec lektury, który powinien być niejako wentylem spuszczającym emocje po czytaniu, wywołał u mnie niedowierzanie – odniosłam wrażenie, że autorowi brakło pomysłu na kompletne rozwiązanie akcji. Jakby mało było tego, że zakończenie dalekie jest od ekscytującego, to jeszcze po lekturze zostają niewyjaśnione wątki, pytania, na które brakło odpowiedzi, okazuje się również, że niektóre przydługie akapity były kompletnie zbędne. Trudne do pojęcia, zwłaszcza, że John Lutz to autor wielu popularnych kryminałów, takich jak „Mister X”, „Mrok” czy „Puls”, a także laureat nagrody Edgar, przyznawanej przez Mystery Writers of America dla twórców literatury kryminalnej.

Chociaż „Łowca” jest w pełni poprawny pod względem literackim, stylistycznym, kreacji postaci, to jest – no właśnie, tylko poprawny. Zdecydowanie nie zasługuje na miano prawdziwego kryminału ani książki wartej zapamiętania. Ot, taka lektura do poduszki – chyba, że ktoś nie gustuje w opisach rozkładających się zwłok.

Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)

John Lutz, „Łowca”. Prószyński i S-ka, Warszawa 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat