W Piotrkowie Trybunalskim lato 1988 r. było niezwykle upalne. Czterech chłopców miało wakacje i nudziło im się w domu. Rodzice nie wysłali ich na kolonie ani nie pojechali z nimi na wczasy. Z braku zajęcia dzieci poszły popływać. Na swojej drodze spotkały Mariusza Trynkiewicza, który najpierw zaprosił ich do domu i zaopiekował się nimi, a następnie zabił. Powodem tego był fakt, że chłopcy chcieli wrócić do własnych domów, a przestępca bał się, że powiedzą rodzicom u kogo byli i będzie miał z tego powodu nieprzyjemności.
Tomek, Krzyś, Artur i Wojtuś wybrali sobie złe towarzystwo. Cztery rodziny po tej tragedii nie pozbierały się do dnia dzisiejszego. Rodzeństwo zabitych ma problemy w dorosłym życiu, nie potrafi się odnaleźć w rzeczywistości, która zatrzymała się dla nich w chwili śmierci braci. Jeden chłopiec powiesił się, ponieważ miał wyrzuty sumienia, że nie obronił młodszego brata przed mordercą. Matki dzieci wciąż rozpaczają po swoich synkach. Rodzina Trynkiewicza, a teraz już tylko jego matka, też nie ma spokojnego życia. To nie jest jej wina, ze syn został mordercą. Nie chciała, aby wyrósł na takiego człowieka.
Życiem sennego miasteczka zawładnął strach. „Rodzice bardziej zaczęli pilnować swoich dzieci” - pisze w swojej książce Ewa Żarska. Wszystkie jego zbrodnie były przemyślane. Mężczyzna zwabiał ofiary do swojego mieszkania. Najpierw zdobywał ich zaufanie, a potem zabijał. Nie przeszkadzały mu krzyki dzieci, wzywanie pomocy, błaganie o ratunek. Słyszeli to również sąsiedzi bandyty, którzy wiedzieli skąd dochodzą krzyki. Nie zareagowali jednak na czas, a przecież dzieciom można było pomóc, uratować ich życia.
Zabójca z Piotrkowa Trybunalskiego nazywany bestią, wampirem, pedofilem, zabijał, bo tak podpowiadał mu „wewnętrzny głos”. O swoich zbrodniach opowiadał bez emocji. Bronił się tym, że jest chory psychicznie i dlatego mordował. Jednak biegli orzekli, że z psychiką Trynkiewicza jest wszystko w porządku. Wiele osób zastanawia się, co dzieje się złego w głowie człowieka, który zaczyna zabijać niewinne istoty? Co nim kieruje, że staje się tak okrutny? Czy ma na to wpływ wychowanie? A może osobowość?
Mariusz Trynkiewicz był wzorowym uczniem w podstawówce. Dostał się do najlepszego liceum w swoim mieście, jednak nie sprostał wymaganiom szkoły. Ojciec przeniósł go do technikum, które ukończył z dobrymi wynikami. Potem nie dostał się na wymarzone studia i poszedł na pedagogikę. Został nauczycielem, który miał bardzo dobry kontakt z dziećmi, prowadził ciekawe lekcje, do których zawsze był dobrze przygotowany. Uczył chłopców techniki w szkole podstawowej, uczniowie uwielbiali jego zajęcia.
W jego życiu nie było jednak tylko pozytywnych rzeczy. Miał próbę samobójczą, był nieśmiały, flegmatyczny, nie miał znajomych, miał problemy w kontaktach z kobietami. To mógł być jeden z powodów, dla których zaczął się interesować chłopcami. Podniecało go dotykanie ich narządów płciowych. Łatwo było mu robić krzywdę dzieciom, które z natury są łatwo wierne i nie umieją wyczuć złych intencji.
Historia bestii z Piotrkowa przedstawiona przez Ewę Żarską to najlepszy reportaż z jakim się do tej pory spotkałam. Jest najdoskonalszym przedstawieniem historii, która się wtedy wydarzyła, tego „ciepłego lata 88 roku”. Od pozycji trudno się oderwać. Niewątpliwie jest to bardzo ciekawy i smutny opis, przy którym nieraz można się rozpłakać. „Łowca. Sprawa Trynkiewicza” to lektura obowiązkowa na tegoroczne wakacje.
Ewa Żarska jest dziennikarką zajmująca się reportażem, w tym dziennikarstwem śledczym. Pracuje dla telewizji Polsat i Polsat News.
Agnieszka Krakowiak
(agnieszka.krakowiak@dlalejdis.pl)
Ewa Żarska, „Łowca. Sprawa Trynkiewicza”, Znak, Kraków, 2018 r.
Komentarze