Kiedy przeczytałam informację na temat fabuły powieści Edith Wharton, byłam przekonana, że akcja rozgrywa się współcześnie. Młode małżeństwo postanawia „pożyć” na koszt bogatych znajomych. Ciekawie i zabawnie, pomyślałam. Ale już po przeczytaniu pierwszych jej stron, wiedziałam, że przyjdzie mi zmierzyć się z kompletnie innym obliczem romansu. Romansu moralnego. I to nie współczesnego, a takiego, który rozgrywa się w latach dwudziestych ubiegłego wieku. Czasy zupełnie inne, inne zakorzenione konwenanse, z jednej strony, a z drugiej rewolucja moralno-kulturowa, która zachodzi w społeczeństwie tamtych lat. A wszystko pokazane na tle bogatych arystokratycznych elit, zepsutych, leniwych i łakomych ciągłych przyjemności.
Główni bohaterowie to Nick i Susy, którzy właśnie zaczynają swoją podróż poślubną. Od zawsze obracali się wśród bogatych ludzi. Ich znajomi to przede wszystkim bogate elity, od których są poniekąd zależni, ale też i ludzie skromni, z klasy średniej. Tak samo on jak i ona, nigdy nie byli bogaci, los sprawił, że obracali się wśród bogaczy, ale sami nie posiadali fortuny, raczej liczyli na dobry ożenek, który zagwarantuje im dostatnie życie. Los sprawił jednak, że zakochali się w sobie tak mocno, iż postanowili spróbować jak ułoży im się we wspólnym małżeństwie. Nie obyło się przy tym bez wyrachowanej matematyki. Sprytna Susy oceniła, że ślub zagwarantuje im mnóstwo czeków od bogatych znajomych oraz z pewnością zostaną obsypani propozycjami zamieszkania w niejednej willi swoich przyjaciół, w końcu panował zwyczaj „pożyczania” swoich zamków i willi nowożeńcom. Młodzi nie pomylili się i od razu zostali zasypani propozycjami, dzięki czemu mogli przebierać w ofertach mieszkaniowych, Wenecja, Mediolan i inne europejskie miasta już na nich czekały. Zdecydowali się na małżeństwo z miłości, ale dzięki swojemu wyrachowaniu i sprytowi udało im się zabezpieczyć finansowo na jakiś czas. Obydwoje są w sobie bardzo zakochani i chcą cieszyć się tym stanem jak najdłużej, ale są też realistami. W swoim partnerskim związku zawarli jeszcze jeden ważny układ, jeśli tylko któreś z nich będzie chciało odejść, bo znajdzie dla siebie lepszą partię to drugie nie będzie mu w tym przeszkadzać, a nawet mu pomoże. Bardzo liberalny układ i wszystko wydaje się proste. Ale miłość, jak to miłość, rządzi się swoimi prawami. I nawet jeśli coś się uzgodniło to nie sposób przewidzieć wszystkich emocji. Nowożeńcy, choć bardzo się kochają, muszą zmierzyć się z pierwszymi poważnymi kłótniami, rozbieżnymi poglądami a przede wszystkim podjąć decyzję czy są w stanie być ze sobą bez gwarancji, że będzie to życie w bogactwie i luksusie
Ciekawie zarysowana powieść o miłości, która ukazuje obraz społeczeństwa z początku dwudziestego wieku. Wciąga klimat weneckich gondoli i mediolańskich kawiarni.
Aneta Nowak
(aneta.nowak@dlalejdis.pl)
Edith Wharton "Lśnienie księżyca", przekł. Karolina Rybicka, Wydawnictwo MG, Kraków 2017
Komentarze