Wydaje się to proste, wpisujemy w terminarz kolejne spotkania, organizujemy urlop, do momentu, gdy nie pojawi się w bliskiej odległości choroba, śmierć, traumatyczne przeżycie. Wszystkie plany biorą w łeb. Tak łatwo zapomnieć o tym, że jest się zdrowym. Przyjąć to jako constans, coś, co nam się należy. Dlatego, kiedy przychodzi cierpienie, nie do końca wiemy, jak sobie poradzić. Tak samo ze śmiercią bliskich. Czy cierpienie może uszlachetniać?
„– Cierpienie to po prostu jedna z faz bytu. Kto przez nią przeszedł, ma większy szacunek do przytrafiającego mu się dobra, ba – umie je zauważać.”
Tak odpowiedział na pytanie Aleksander Gudzowaty. I wydaje się, że to zdanie mogłoby przyświecać całej lekturze książki „Ludzie na walizkach. Nowe historie” Szymona Hołowni. Jest to zbiór rozmów, które autor przeprowadził w programie „Ludzie na walizkach” na kanale Religia.tv. Każdy z zaproszonych gości odpowiada na bardzo intymne i trudne pytania. Niektóre nazwiska są nam znane z mediów (Maciej Kozłowski, Janina Ochojska, Ewa Komorowska), jednak nie ma to w ostatecznym rozrachunku żadnego znaczenia. Wszyscy to „ludzie na walizkach”, „którym los kazał przygotować się do drogi, nie mówiąc, dokąd prowadzi, co spotka ich jutro”, w których życiu coś się zmienia, nie są niczego pewni, bo w każdej chwili wszystko może się odwrócić. To ludzie z bagażem doświadczeń, zawsze trudnych, a nie zawsze zrozumiałych. Z cierpieniem spotykają się osobiście lub przez drugiego człowieka. Lub spotykali się, nie wszystkim udało się dożyć dnia dzisiejszego. Właściwie „ludźmi na walizkach” mogą być nie tylko rozmówcy Hołowni, ale także jego czytelnicy.
Są pytania o Hioba, o przyszłość, która jest tylko hipotezą. Często zarówno u dziennikarza, jak i rozmówców pojawia się Bóg, który wydaje się ostatnią deską ratunku. Bóg, który nie pozwala na krzyk, że po śmierci zamienię się w tablicę Mendelejewa. Okazuje się również, że kiedy kogoś dotyka choroba, nasze wołania zmniejszają się do najprostszych próśb. Zdrowy człowiek marzy o wygraniu wielkich pieniędzy, dłuższego urlopu, poznania drugiej połówki. Chory – tylko o jednym. Nagle wiadomo, co jest najważniejszym skarbem, co tak naprawdę się liczy.
Jednak ludzie, z którymi rozmawia Hołownia nie rwą włosów z głowy, nie rozpaczają, nie zamykają się w domu. Są dowodem na to, że otrzymujemy tylko takie cierpienie, jakie potrafimy udźwignąć. Zwierzenia, w których bliscy przyznają, że śmierć to nie koniec świata, wywołują łzy wzruszenia. Wciąż przecież czują obecność umarłych. Poruszające historie ludzi chorych, którzy dzięki przeciwnościom stają się silniejszymi. Może jest to tak jak w przypadku, gdy kość w miejscu złamania staje się twardsza? Książka Hołowni to zbiór odpowiedzi na to, jak radzić sobie z cierpieniem, aby nie złamało nas, ale uczyniło odporniejszymi, bo, jak napisał we wstępie sam autor, „człowiek to jedyna istota na tym świecie, która nieszczęście umie przerobić na czystej próby dobro.” A Hołownia okazuje się autorem, który książkę o śmierci przemienia w historię o nadziei i radości życia.
Iwona Kusiak
(iwona.kusiak@dlalejdis.pl)
Szymon Hołownia, „Ludzie na walizkach. Nowe historie”, Znak, Kraków 2011
Komentarze