„Luna Moth” - recenzja

Recenzja książki „Luna Moth”.
„Luna Moth” Matta Childesa to jedna z tych książek, które na początku trochę przerażają swoją objętością. Książka ma prawie 800 stron – brzmi trochę jak wyzwanie level hard, szczególnie kiedy człowiek ma stos zaległości i uwagę złotej rybki. Ale serio, tutaj w ogóle nie czuć tej długości. Fabuła jest tak mroczna, dziwna i wciągająca, że po kilku rozdziałach człowiek nagle orientuje się, że jest druga w nocy, a on dalej siedzi z książką pod kołdrą.

Największy klimat robi sam Raspael, czyli były anioł, który z jednej strony wydaje się mroczny i niepokojący, a z drugiej ma w sobie coś tak bardzo ludzkiego, że trudno go nie polubić. Motyw przemiany w ćmę i karania ludzi za zło brzmi trochę abstrakcyjnie, ale autor zrobił to w naprawdę świetny sposób. Ten świat jest brutalny, momentami upiorny, ale jednocześnie hipnotyzujący. Bardzo podobało mi się też to, że książka nie idzie w typową historię „dobro kontra zło”. Tutaj wszystko jest bardziej szare, pogmatwane i emocjonalnie ciężkie.

Nie będę udawać, że wszystko było idealne, bo były momenty, które trochę się dłużyły. Czasami niektóre dialogi wypadały nijako i miałam wrażenie, że można było je skrócić. Wątek romantyczny też średnio mi się podobał, bo chwilami bardziej wybijał z klimatu, niż coś wnosił. Mimo tych mankamentów książka dalej trzyma dobry poziom i ma niespotykany klimat, którego próżno szukać w innych powieściach fantasy.

Najbardziej kupiło mnie to, jak autor buduje napięcie. Nawet spokojniejsze fragmenty mają w sobie coś niepokojącego. Do tego opisy snów, przemian są tak plastyczne, że wszystko dosłownie widzi się przed oczami. To jedna z tych historii, które po skończeniu dalej siedzą w głowie i człowiek przez chwilę nie wie, co zrobić ze swoim życiem.

„Luna Moth” to idealna książka dla osób, które lubią dark fantasy, moralnie szarych bohaterów i historie, które są jednocześnie brutalne, dziwne i emocjonalne. Mimo swoich prawie 800 stron ani przez moment mnie nie znudziła i zdecydowanie była warta zarwanej nocy.

Dodatkowy plus daję za klimat cmentarzy, snów i tę duszną atmosferę, która robi robotę. Dawno żadna książka fantasy nie wciągnęła mnie aż tak szybko i nie zostawiła po sobie tak mocnego wrażenia.

Sonali Gupta

Matt Childes, „Luna Moth”, Wydawnictwo Novae Res, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat