„Lunatycy” - recenzja

Recenzja książki „Lunatycy”.
Czy szwedzkie kryminały to nadal powieści o naszym życiu? Eriksson próbuje odpowiedzieć na to pytanie za pomocą najnowszego thrillera „Lunatycy”.

W tym roku pojawiło się wiele kryminałów, i to bardzo dobrych kryminałów. Nie tylko w japońskiej literaturze, ale również w polskiej. Przyszedł także czas na szwedzką propozycję. Jest to jednak typowy thriller skandynawski. Nie znajdziemy tu wartkiej akcji charakterystycznej dla rasowego kryminału. Jest zagadka, delikatny rys psychologiczny, niebezpieczeństwo, ale wszystko dzieje się w bardzo zwolnionym tempie. Wielką zaletą jest to, co typowe dla szwedzkiego kryminału - podjęcie tematu kondycji współczesnego społeczeństwa. Przy wątku planowania morderstwa Eriksson stawia pytania o tożsamość kulturową, funkcjonujący model państwa, przybyszów, którzy próbują wtopić się w tłum. Zadaje też pytania o narastającą spiralę przemocy. Brzmi nudno? Autor splata to wszystko w całość. Pojawia się także powtarzalne określenie Szwedów jako svennsonów, szczególnie przez przybyszów docierających do ich kraju, w tym wypadku przez Jamala, który uważa się za uczestnika świętej wojny.  Zdecydowanie „Lunatycy” to nie jest książka dla każdego. Ze względu na powolność akcji, trzeba się do tej książki przekonać. Ona sama nie wciągnie czytelnika, dopiero pod koniec wszystko nabiera tempa. Pozycja jest skierowana do zainteresowanych sytuacją polityczną.

Komisarz Anette Jansson pracuje w wydziale kryminalnym szwedzkiej Policji Bezpieczeństwa Sapo. Jej uwagę przykuwają niejasne powiązania młodzieży uczestniczącej w radykalnych spotkaniach z religią islamską, a także jej interpretacją. Te powiązania są bardzo luźne-kilka przemyconych paszportów i niezbyt poważny trop prowadzący do grupy islamistów w Niemczech. To jedna historia. Druga jest przedstawiona z perspektywy młodego Jamala, który szuka swojej drogi w obcym, jak na razie, mieście. Jego emocje pomagają wyciszyć modlitwy i rozmowy z Imamem. Niestety z czasem zmierza to w niebezpieczną stronę, z której często nie ma powrotu. Trzecia historia dotyczy Mohammeda, który przyjeżdża do Szwecji już w konkretnym celu. Chce stworzyć pozory pod którymi powstanie komórka mogąca zaburzyć istniejący ład. A wszystko w imię religii i świętej wojny. Wszystkie historie splatają się ze sobą w dość przewidywalny sposób, a punkt zwrotny jest niestety jedną z nieprawdopodobnych rzeczy w tej historii. „Lunatycy” dotykają jednego z najbardziej palących problemów we współczesnym świecie (i to jest wielka zaleta)” dotkniętym terroryzmem, atakami bojowników i wszechogarniającym strachem przed ich gotowością na śmierć. Pokazuje jak trudna, mozolna i pracochłonna jest kontrola imigrantów napływających do państw otwartych.

Eriksson pokazuje jak zmienia się oblicze Szwecji i jej postrzeganie przez świat. Kiedyś uznawana za raj z istniejącym bezpiecznym parasolem socjalnym, do którego się wyjeżdża, by zyskać możliwość lepszego życia. Dziś, jak wiele innych krajów walczy z terroryzmem w każdej postaci. Pomysł na powieść jest ciekawy, przedstawiony z różnych perspektyw, jednak mnie nie do końca przekonał.

Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)

Hakan Eriksson, Lunatycy, Edipresse Polska, 2017, Poznań.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat