Wielu rzeczy nie powiemy, bo miasto od 1945 roku nie jest częścią Polski, więc kolejne pokolenia traktują obronę Lwowa jako fakt historyczny, który obrasta w wiele mitów i niedomówień.
Faktem jest, że to młodzież i studenci chwycili za broń, gdy na początku listopada 1918 roku w mieście pojawiły się wojska ukraińskie domagając się przejęcia miasta pod kuratelę nowych władz ukraińskich. Tymczasem większość jego mieszkańców stanowili Polacy, w tym także dzieci, kiepsko uzbrojone, a jednak pełne woli walki o polskość. To oni woleli stanąć w obronie miasta, niż poddać się bez walki nowej, samozwańczej władzy. Pierwsza wojna jeszcze się na dobre nie skończyła, a wojska austro-węgierskie, które stacjonowały w mieście, rozpoczęły wycofywanie się, pozostawiając broń.
W obronie Lwowa brały udział także dziewczęta, choć o tym się nie wspomina zbyt często. Niektóre z nich były sanitariuszkami, inne pomagały w kuchni. Niektórym marzyła się walka zbrojna. Jedną z takich odważnych dziewczyn była piętnastoletnia Tońka, której brat od kilku miesięcy walczył o niepodległość gdzieś na froncie. Dziewczyna przez przypadek wplątała się w wir walk. Początkowo robiła to jako dziewczyna, ale nie wszędzie była dobrze odbierana jako żołnierz w spódnicy; zresztą sama doświadczyła przemocy, gdy ukraiński żołnierz usiłował ją zgwałcić. Te doświadczenia przełożyły się na konieczność dołączenia do walczących w przebraniu. I tak stało się, gdy Tońka jako Hipolit A. Szpak rozpoczęła działania wspierające walczących. Była wszędzie, pomagała w przekazywaniu meldunków, bywała wartownikiem, uczyła się także, jak korzystać z różnych rodzajów broni. Dość szybko się również przekonała, że zabicie człowieka może być niezwykle łatwe.
To właśnie Tońka staje się dla czytelnika przewodnikiem po lwowskich ulicach pełnych zaciekłych walk toczonych przez całą dobę. Widzi, że ktoś postrzelił jej koleżankę, ale widzi także, że wrogowie strzelają nawet do sanitariuszy ze znakiem czerwonego krzyża. Zaskakuje ją, że są w mieście takie obszary, w których nie toczą się walki, ale jednocześnie, że są miejsca, w których Polacy przyjmują walczących żołnierzy, żywią, ubierają i dbają o ich zdrowie, często z narażeniem własnego życia. Dziewczyna spotyka się z taką dawką przemocy, że nawet ją samą zaskakują niektóre reakcje, choćby fakt, że jest w stanie zabić w obronie własnej.
Historia Tońki-Hipolita w czasie obrony Lwowa nie jest historią lekką, którą czyta się, aby zabić czas. Autor powieści nie ukrywa, że wybrał nastoletnią dziewczynę jako bohaterkę, bo w czasie obrony miasta walczyły także młode kobiety pełne ideałów i wiary, że patriotyzm wszystko zwycięży. Warto jednak po książkę sięgnąć, aby zrozumieć, dlaczego prochy jednego z walczących znalazły się na Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. My, czytelnicy, ale i my, kolejne pokolenia Polaków, jesteśmy winni tym młodym, odważnym ludziom przynajmniej pamięć.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Piotr Tymiński, „Lwowski ptak", Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2018 r.
Komentarze