„Madonna w futrze” – recenzja

Recenzja książki „Madonna w futrze”.
Dla tej książki na polskim rynku wydawniczym nie było miejsca przez 72 lata. Dziś widać coraz wyraźniej, że rynek się zmienia, a z egzotycznej literatury wyławia się perełki. Skąd ta zmiana?

W Polsce niezwykle rzadko gości literatura turecka. A już ze świecą szukać takich pozycji książkowych, które zostały wydane jeszcze w czasie II wojny światowej (1943 r.), a u nas pojawiają się po raz pierwszy dopiero w 2015 roku. Być może już te formalne założenia czynią „Madonnę w futrze” wyjątkową, ale na tym lista jej wyjątkowości się nie kończy…

Ogromnym plusem jest tu dobrze poprowadzona narracja (w kompozycji klamrowej). W pierwszej części poznajemy narratora, narrator poznaje zaś głównego bohatera (Raifa Efendiego, niepozornego tłumacza języka niemieckiego). Następnie czytając jego pamiętnik wprowadza drugą (właściwą już) część książki. Są to wspomnienia Raifa z młodzieńczego pobytu w Berlinie i świadectwo tego, co działo się w jego życiu już dużo później. To historia jego miłości do „madonny w futrze”, wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami. Część trzecią stanowią z powrotem słowa narratora.

Sabahattin Ali otwarcie przyznał się w książce do fascynacji rosyjską literaturą klasyczną. Trudno też nie odnieść wrażenia, że pisząc „Madonnę w futrze” odwoływał się do swoich doświadczeń z pobytu w Berlinie w czasie dwudziestolecia międzywojennego. Na okładce książki można przeczytać, że „bezstronny obserwator w mistrzowski sposób odmalowuje burzliwą atmosferę Niemiec, która liże powojenne rany. Udaje mu się uchwycić nastroje i rozmowy berlińskiej ulicy (…)”. To opis trochę na wyrost. Fakt, lokatorzy hotelu, w którym pomieszkuje główny bohater, dyskutują o polityce i pomysłach na uzdrowienie Niemiec, ale to wątki bardzo nikłe i okrojone do granic możliwości. Bardziej już uwydatnia się tu kontrast pomiędzy Niemcami (gdzie ukochana Raifa buntuje się, ucieka od wszelkich schematów, stara się być za wszelką cenę samodzielna) i Turcją (w której funkcjonują ogromne „łączone” rodziny, a kobiety – tak jak np. matka Raifa – o niczym nie decydują). Mimo tego całego tła społecznego trzeba jednak powiedzieć głośno i wyraźnie: książka ta jest romansem, choć do tradycyjnego harlequina jej naprawdę daleko. Być może dlatego, że wątek miłosny wiąże się tu z pogłębionym studium ludzkiej natury…

Sabahattin Ali skupił się na emocjach jednostki. Na tym, jak wpływają na jej postawę inni ludzie oraz ich działania i słowa. Jego bohaterowie przeżywają i bezkresną samotność, i euforię związaną z obecnością drugiego człowieka. Odczuwają strach przed innymi, a jednocześnie wierzą we wzajemne zrozumienie. Boleją nad powierzchownością relacji międzyludzkich, w których nikt nie chce dostrzec, co tak naprawdę dzieje się w duszy drugiego człowieka.

Romanse nie są moją ulubioną literaturą i tego nie będę ukrywać. Ale Sabahattin Ali pokusił się tu (oprócz głębokiego wejrzenia w dusze ludzkie) także o zbudowanie napięcia, jakiego nie powstydziłby się z pewnością żaden autor kryminałów (choć poza tym z kryminałem książka ta nie ma kompletnie nic wspólnego). Co więcej, autor ukrył w swojej powieści przesłanie, że nawet jeśli ktoś milczy, niekoniecznie oznacza to, że jego życie wewnętrzne jest ubogie, a on sam nie ma on nic do powiedzenia. I pozostawia nas z pytaniem: jak bardzo można być samotnym w tłumie?

Ewa Grabowska
(ewa.grabowska@dlalejdis.pl)

SABAHATTIN ALI, "Madonna w futrze", Rebis 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat