W Polsce niezwykle rzadko gości literatura turecka. A już ze świecą szukać takich pozycji książkowych, które zostały wydane jeszcze w czasie II wojny światowej (1943 r.), a u nas pojawiają się po raz pierwszy dopiero w 2015 roku. Być może już te formalne założenia czynią „Madonnę w futrze” wyjątkową, ale na tym lista jej wyjątkowości się nie kończy…
Ogromnym plusem jest tu dobrze poprowadzona narracja (w kompozycji klamrowej). W pierwszej części poznajemy narratora, narrator poznaje zaś głównego bohatera (Raifa Efendiego, niepozornego tłumacza języka niemieckiego). Następnie czytając jego pamiętnik wprowadza drugą (właściwą już) część książki. Są to wspomnienia Raifa z młodzieńczego pobytu w Berlinie i świadectwo tego, co działo się w jego życiu już dużo później. To historia jego miłości do „madonny w futrze”, wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami. Część trzecią stanowią z powrotem słowa narratora.
Sabahattin Ali otwarcie przyznał się w książce do fascynacji rosyjską literaturą klasyczną. Trudno też nie odnieść wrażenia, że pisząc „Madonnę w futrze” odwoływał się do swoich doświadczeń z pobytu w Berlinie w czasie dwudziestolecia międzywojennego. Na okładce książki można przeczytać, że „bezstronny obserwator w mistrzowski sposób odmalowuje burzliwą atmosferę Niemiec, która liże powojenne rany. Udaje mu się uchwycić nastroje i rozmowy berlińskiej ulicy (…)”. To opis trochę na wyrost. Fakt, lokatorzy hotelu, w którym pomieszkuje główny bohater, dyskutują o polityce i pomysłach na uzdrowienie Niemiec, ale to wątki bardzo nikłe i okrojone do granic możliwości. Bardziej już uwydatnia się tu kontrast pomiędzy Niemcami (gdzie ukochana Raifa buntuje się, ucieka od wszelkich schematów, stara się być za wszelką cenę samodzielna) i Turcją (w której funkcjonują ogromne „łączone” rodziny, a kobiety – tak jak np. matka Raifa – o niczym nie decydują). Mimo tego całego tła społecznego trzeba jednak powiedzieć głośno i wyraźnie: książka ta jest romansem, choć do tradycyjnego harlequina jej naprawdę daleko. Być może dlatego, że wątek miłosny wiąże się tu z pogłębionym studium ludzkiej natury…
Sabahattin Ali skupił się na emocjach jednostki. Na tym, jak wpływają na jej postawę inni ludzie oraz ich działania i słowa. Jego bohaterowie przeżywają i bezkresną samotność, i euforię związaną z obecnością drugiego człowieka. Odczuwają strach przed innymi, a jednocześnie wierzą we wzajemne zrozumienie. Boleją nad powierzchownością relacji międzyludzkich, w których nikt nie chce dostrzec, co tak naprawdę dzieje się w duszy drugiego człowieka.
Romanse nie są moją ulubioną literaturą i tego nie będę ukrywać. Ale Sabahattin Ali pokusił się tu (oprócz głębokiego wejrzenia w dusze ludzkie) także o zbudowanie napięcia, jakiego nie powstydziłby się z pewnością żaden autor kryminałów (choć poza tym z kryminałem książka ta nie ma kompletnie nic wspólnego). Co więcej, autor ukrył w swojej powieści przesłanie, że nawet jeśli ktoś milczy, niekoniecznie oznacza to, że jego życie wewnętrzne jest ubogie, a on sam nie ma on nic do powiedzenia. I pozostawia nas z pytaniem: jak bardzo można być samotnym w tłumie?
Ewa Grabowska
(ewa.grabowska@dlalejdis.pl)
SABAHATTIN ALI, "Madonna w futrze", Rebis 2015
Komentarze