Magią, mieczem i kopniakiem

Recenzja książki Ilony Andrews Magia uderza.
Magia znowu uderzyła, Atlanta pogrąża się w chaosie, a Kate Daniels staje w szranki z wieloma wrogami. Znacie? Znacie.



Trzecia odsłona cyklu nie oferuje nic nowego, ale przecież nie z racji innowacji fabularnych książki o rudowłosej najemniczce stały się tak popularne. Po raz trzeci mamy do czynienia z kryminalną zagadką, znaczącą ilością trupów, mrocznymi sekretami i wątkiem romantycznym. I po raz kolejny czyta się to świetnie, „Magia uderza” rozpoczyna się mocno humorystycznym akcentem w postaci babci siedzącej na drzewie. Ot, zmieniła się bidulka w banshee i nie potrafi zejść. Ten lekki akcent mógłby wprowadzić wielu w błąd: to najbardziej mroczna i okrutna ze wszystkich części opowieści o Daniels.

Tym razem bohaterka prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczych morderstw dokonywanych na zmiennokształtnych. Równocześnie, jej podopieczny Derek wplątuje siebie (a przy okazji i Kate) w niezłą kabałę, gdy zakochuje się w jednej z uczestniczek nielegalnych walk. Kate dowiaduje się, że od dawna Atlanta jest areną brutalnych rozgrywek, gdzie ludzie, magowie, zmiennokształtni i inni walczą na śmierć i życie (z  przewagą tej pierwszej). Gdy obie te sprawy złoża się w jedną całość, Kate i jej przyjaciele będą musieli stanąć na skąpanej krwią arenie.

„Magia uderza” pozbawiona jest wad poprzednich części: nie pojawia się żaden nowy amant, który wzdychałby do naszej bohaterki, a przyznam, że kolejnego wielbiciela jej umięśnionych wdzięków trudno byłoby mi znieść. Dzięki temu kwestie sercowe nie stoją na pierwszym planie, są zgrabnie wplecione w fabułę i nie zdominowały powieści. Również opisy zachwytów nad urodą wszystkich samców są mocno stonowane i nie zajmują większości stron, jak to bywało w poprzednich dwóch tomach.

Prowadzone przez Kate śledztwo ujawnia naprawdę złożony spisek, a jednocześnie naświetla tajemnicę jej pochodzenia. Nareszcie dowiadujemy się, jakim cudem Daniels dysponuje tak dużą mocą i dlaczego tak skrupulatnie zaciera za sobą wszelkie ślady.

Największą zaletą powieści były dla mnie pasjonujące opisy walk. Krwawe sceny mające miejsce na arenie opisane są naprawdę mistrzowsko: pojedynki wciągają od pierwszej do ostatniej strony. Każda kolejna walka, to większe ryzyko i silniejsi przeciwnicy, inna broń i inny styl walki.

Krew, pot i magia. Bez zbędnej gadaniny, pustych opisów i przesadnego sentymentalizmu- „Magia uderza” jest najlepszą książką z cyklu. Twórczość małżeństwa kryjącego się pod pseudonimem Andrews ewoluowała z stronę mrocznego urban fantasy, stawiającego na wartką akcję i nietuzinkowych bohaterów. Zatem z czystym sumieniem mogę napisać, że nie potrafię doczekać się kolejnego tomu.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Ilona Andrews, „Magia uderza”, Fabryka Słów 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat