Magia świąt, ale czy prawdziwa?

Recenzja książki Sezon na cuda.
Święta czasem pięknych przemyśleń, cudownych idei, święta pełne bezinteresownej pomocy- to główny obraz malujący się w głowie podczas czytania drugiej części „Uroczyska”.

Mimo świątecznego rauszu, pozytywnej otoczki i wszystkich zacnych rzeczy, które przychodzi nam doświadczać podczas Bożego Narodzenia, Maja napotyka coraz więcej przeszkód na swojej drodze. Nie tylko w utrzymaniu pensjonatu, który wcale nie cieszy się tak oczekiwaną  popularnością, lecz także w zrozumieniu nastoletniej córki, (przechodzącej hormonalny klimaks). Do tego wszystkiego dochodzi napięta sytuacja w szkole, niesforna trzecia „c” oraz uczuciowa niepewność. W „Sezonie na cuda” poznajemy także panią Leontynę- uroczą charyzmatyczną damę, Kaśkę- dziką bezdomną z dwójką dzieci, Jeremiego- ojca osobliwego Krawca i kilku innych, których łączą marzenia o lepszym jutrze i święta znaczące coś ponad puste słowo. W tym cały ambaras, chciałoby się rzec, bo choć pomysłów na rodzinne, tradycyjne święta nie brakuje, to realizacja nastręcza wiele problemów.

Choć w niektórych momentach śmiałam się w głos, czytając Kordel, nie mogę przekonać się do jej książek. Autorce nie brak warsztatu, polotu, potrafi budować akcję, komizm sytuacyjny, różnicować bohaterów. Szczerze lubię jej język, styl pisania i pomysłowość, dlatego tym bardziej ubolewam nad brakiem rzeczywistości w książce. Właśnie tutaj elementy świata przedstawionego zostaną nimi na zawsze, bo nijak nie odzwierciedlają naszego podłego, aczkolwiek realnego życia. Tytuł książki jest w pełni adekwatny do tematyki. Szał przedświąteczny, ręce pełne roboty, piękne idee, pomoc ludziom, ale przede wszystkim powodzenie. W „Sezonie na cuda” dominuje właśnie ono i może dlatego tak bardzo odstrasza mnie ów brak realizmu. Nieważne, jakie pseudo-problemy pojawiają się na stronach, zawsze rozwiązują się same, w cudowny sposób, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ludzie są zawsze skorzy do pomocy, wyciągają rękę do potrzebujących, przygarniają ich ciepłym gestem. Z jednej strony to piękne- przekazywanie czytelnikom pozytywnych emocji, pokazywanie im alternatyw innych od codziennej zawiści, obojętności i empatii, która spada poniżej zera każdego pojedynczego dnia. Niestety, szczytne cele nie wystarczą. Do ideału nam daleko, a z baśni, jak mniemam, wyrośliśmy jakiś czas temu.

Natalia Kędziak
(natalia.kedziak@dlalejdis.pl)

Magdalena Kordel, „Sezon na cuda”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat