Magiczny dom

Recenzja książki Kate Morton Dom w Riverton.




Nie jest to dzieło na miarę wiktoriańskich powieści o miłości, gdzie wśród wrzosowisk przechadzali się leniwie bohaterowie Jane Austin. „Dom w Riverton” można raczej nazwać kryminałem z podtekstem romantycznym. Opowieścią o życiu straconym i odzyskanym. O pozorach angielskiej arystokracji i rozbrzmiewającymi dźwiękami epoki pierwszej połowy XX wieku. Koloryt tamtych czasów opisany jest w bardzo oryginalny sposób. Patrzymy na świat oczami pokojówki, która z uwielbieniem wpatrzona w swoją jaśnie panią powoli zauważa, jak zmienia się długość jej sukien, jak coraz swobodniej włosy opadają na jej długą smukłą szyję a sznury pereł wręcz przeciwnie – coraz groźniej zaciskają się na białej skórze pięknej kobiety. Grace, bo po pierwszych stronach zaprzyjaźniamy się z blond służącą na tyle, by nazywać ją bezkarnie po imieniu, obserwuje także systematycznie zachodzące zmiany w całym systemie angielskiej obyczajowości początku ubiegłego wieku. Z perspektywy nieco drugoplanowej obserwuje i kulturalne zachowania na przysłowiowych salonach, i gierki towarzyskie. Z czasem sama staje się ich częścią i zaczyna bawić się w jedną wielką grę pozorów, w której główne role odgrywać będą: dziecięce pragnienie przygód, pierwsze ruchy emancypacyjne sufrażystek, więzi rodzinne, obowiązki towarzyskie i przede wszystkim miłość. Miłość, którą można definiować w tym przypadku wielopoziomowo. Przede wszystkim ta między rodzeństwem, która w przypadku Grace determinować będzie wszystkie jej wybory. Przez miłość własną, która w przypadku Emeline (jedna z sióstr w rezydencji Riverton) poprowadzi ją wprost w ramiona ponętnej i pięknej dekadencji lat 30., aż po miłość tą najbardziej niebezpieczną. Damsko-męską, szaloną, prowadzącą do dramatycznych wyborów, namiętnych uniesień i chłodnych powiewów grozy.

Początkowo książka wydaje się nieco zbyt rozwlekła. Opowieść głównej bohaterki wije się niczym wąż, coraz bardziej plącze, mydli czytelnikowi oczy i oddala go od sedna sprawy. Łączy wątki romansowe z kryminalnymi. Nieco gubi stylistykę narracji zdecydowanie niepłynnie przechodzącej ze skierowanej od „wy” do „ty”. Jednak z czasem ta kompozycja mozaikowa złożona z fragmentów scenariusza filmowego, listów, wycinków z gazet i obszernych fragmentów powieściowych układa się w zgrabną całość. Autorka stworzyła nie tylko interesującą fabułę. Całej historii dodała artystyczny podtekst, który przydając bohaterom inteligencji dodaje im także niezwykłości i niekwestionowanej atrakcyjności. Morton udało się przekonać czytelnika, że zarówno Hannah (druga siostra w Riverton), jak i Robbie (poeta, przyjaciel, bohater, kochanek czyli tzw. mężczyzna wielofunkcyjny) są parą ludzi niesamowitych i wyjątkowych, których życie musiało zostać naznaczone piętnem artystycznego tragizmu. Każda inna postać należąca do rodziny Hartfordów sprawia wrażenie lepszej, jakby krew głównego klanu posiadała właściwości magiczne poprawiające jakość członków rodziny. Dzięki temu czytelnik ma wrażenie obcowania z jednostkami wyjątkowymi, których życie nie wydaje się być ukształtowane tylko na kartach powieści. Poprzez urozmaicenie tekstu fragmentami wycinków prasowych i urealnienie sceny kulturalnej autentycznymi tytułami, dyskusjami na temat przełomowej literatury, debatami feministycznymi świat powieściowy sprawia wrażenie bardziej autentycznego, istniejącego naprawdę. A ponieważ w prawdziwym życiu niewiele może nas już zaskoczyć – pewne elementy są niestety przewidywalne.

Co nie zmienia faktu, że powieść, postaci, sceneria – wszystko to jest magnetycznie piękne. Przyciąga, a może raczej pociąga. Chłód angielskich rezydencji, ich dekoracyjność a przy tym i pozorność. Zamknięte drzwi i podglądanie jaśnie państwa przez dziurkę od klucza. Wielkie dramaty na małą skalę, małe tematy na wielkich salonach. Piękno opisywanych scenerii działa nieco odurzająco. Można niemal przechadzać się razem z bohaterami po pokojach Riverton, oddychać burżuazyjnym luksusem początku XX wieku, podziwiać szelest sukien, serwis z najlepszej porcelany, lekko nadprutą pończoszkę i odcisk czerwonej szminki na kryształowym kieliszku. Jest po prostu pięknie! Przepych nie jest jednakowoż irytująco psujący. Pojawiają się przecież siejące spustoszenie dwie wojny, których dramat odciska swe piętno także na bohaterach powieści. Mamy zatem wszystko – od zawirowań literackich po wystrzały wojenne w całej Europie. Od małych miłości po wielkie namiętności. Od narodzin po śmierć. Romans i kryminał.

Jeśli w młodości ktoś zaczytywał się w cudach literackich epoki wiktorańskiej, „Dom w Riverton” będzie jak wycieczka do tajemniczego ogrodu lat dzieciństwa. Fani lekkich kryminałów również znajdą tam coś dla siebie. Przy całej swojej lekkości książka nie wydaje się banalną, zapewne przez liczne odniesienia literackie i obyczajowe wprowadzające dyskusje kulturowe i kulturalne pomiędzy wątki fabularne. Jednym słowem: dobra. Na wakacje i nie tylko. Książka sprawdzi się i na plaży i nad basenem. Równie dobrze zasmakuje także na domowej kanapie w jesienny wieczór. Więc albo spakuj „Dom w Riverton” do swojego bagażu i lećcie razem na jakieś cudowne last minute, albo dowiedz się, co słychać było w Anglii niemal wiek temu w zaciszu swojego mieszkanka.

Olga Filipowska
(olga.filipowska@dlalejdis.pl)

Kate Morton, „Dom w Riverton”, Muza SA, Warszawa 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat