„Magnaci. Ostatni polski król” – recenzja

Recenzja książki „Magnaci. Ostatni polski król”.
Walka o wpływy, władzę i kobiece wdzięki w XVIII-wiecznej Polsce.

Przemysław Dębski postanowił zaczerpnąć z historii, anegdot i plotek, aby w formie fabularnej nakreślić nam sytuację, w jakiej znajdował się nasz kraj trzy wieki temu. W tej sporych rozmiarów książce niezwykle trudno jest wskazać głównego bohatera, ponieważ zmieniają się oni jak w kalejdoskopie i każdy kolejny rozdział poświęcony jest komuś innemu. Obok nazwisk prominentnych rodów takich jak: Czartoryscy, Radziwiłłowie, Potoccy, Braniccy, Rzewuscy, Krasińscy, Zamoyscy, Massalscy, znajdziemy również pierwszoplanowych graczy sceny międzynarodowej: carycę Rosji Katarzynę II Wielką, króla w Prusach Fryderyka II Hohenzollerna, króla Francji Ludwika XV Burbona oraz królową Czech i Węgier, arcyksiężną Austrii i świętą cesarzową rzymską Marię Teresę Habsburg.

Jest wreszcie Maksymilian Woyna herbu Dąb, postać fikcyjna, której próżno szukać na Wikipedii, jednak to właśnie jej burzliwe losy w przedziwny sposób połączą się z wyborem tytułowego ostatniego polskiego króla, czyli Stanisława Augusta Poniatowskiego. Raczej trudno domyślić się tego powiązania po pierwszym rozdziale opisującym jak kilkuletni Maks bierze udział w napaści na chłopki – „Jasiek posłyszał od Zbyszka, że chłopi należą do nas i gdy nadchodzi nocna gorączka, podniecenie wkrada się do trzewi, a  złe duchy nie dają spać to można dać upust, skorzystać z baby rolnej”. Mimo tego wybitnie zniechęcającego początku to właśnie fragmenty poświęcone temu bohaterowi były w moim odczuciu najciekawsze i najbardziej emocjonujące, przynajmniej do czasu, gdy również jego osobistych dramatów nie przysłoniła na dobre wojna siedmioletnia i sejmowe przepychanki. Może to zasługa narracji pierwszoosobowej (pozostałe zdarzenia relacjonuje narrator wszechwiedzący), mocniejszy rys charakterologiczny, a może niepewność, dokąd tak właściwie zmierza ten wątek, bo przecież kluczowe fakty dotyczące całości są nam już na wejściu znane, a nikt nigdy nie uczył się na pamięć biografii Maksymiliana Woyny.

Wielowątkowość i nagromadzenie postaci można uznać zarówno za zaletę, gdy dostrzegamy, jak poszczególne elementy układanki zaczynają się zazębiać; jak i wadę, gdy spowalniają tempo wydarzeń, usypiając zmuszonego do ciągłej koncentracji czytelnika. Nie zmieniają jednak faktu, iż „Magnaci. Ostatni polski król” to przede wszystkim opowieść stawiająca przed nami pytania i wątpliwości dotyczące moralnej wyższości, czy raczej zepsucia rodów szlacheckich. Nie trzeba żyć w tamtych czasach, by dostrzec, że tytuł często traktowany był jako przepustka do władzy, pieniędzy i zaszczytów umożliwiających, wystawne życie pełne pijaństwa i rozpusty, a piękne, lecz puste hasła walki o polskość rzucali na wiatr egoistyczni wielbiciele francuskiej mody, angielskich ogrodów, niemieckiej mowy i węgierskich win.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Przemysław Dębski, „Magnaci. Ostatni polski król”, Gdynia, Wydawnictwo Novae Res, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat