Neil Gaiman bez dwóch zdań jest już dziś klasykiem fantasy, a nawet jeśli nie znamy jego prozy na pewno słyszeliśmy o bajkowym „Gwiezdnym pyle” – filmie, który powstał na podstawie książki, czy „Beowulfie”, do którego napisał scenariusz. A to zaledwie namiastka możliwości tego autora. Aby przekonać się o tym, jak daleko sięga horyzont jego wyobraźni, warto sięgnąć po właśnie wznowiony przez wydawnictwo Mag zbiór opowiadań „Dym i lustra. Opowiadania i złudzenia”.
Swoją przygodę z Neilem Gaimanem zaczynałam od komiksowych przygód mrocznego „Sandmana”, które czytałam jeszcze w liceum. Już wówczas wiedziałam, że to, co najbardziej lubię u tego autora, to czarne poczucie humoru i niezbyt częste happy endy. Lekko ironiczne, nierzadko brutalne i najczęściej mroczne opowiadania Gaimana zdecydowanie trafiają w mój gust, a jest to gust specyficzny. Z jednej strony zauraczają czytelnika fantazją, pomysłowością i wszechstronnością autora, ale z drugiej choć są bardzo bajkowe, zdecydowanie należą do gatunku makabrycznych historyjek. Więc jeśli czujecie się rozczarowani, kiedy jakaś historia nie kończy się sloganem „i żyli długo i szczęśliwie”, Gaiman raczej nie zostanie waszym ulubionym autorem.
„Dym i lustra” to zbiór krótkich opowiadań pisanych prozą i wierszem. Czasem zajmują one zaledwie stronę lub dwie, a czasem kilkanaście. Jednak tym, co je łączy, jest wspomniane już specyficzne poczucie humoru autora i jego niezwykła wyobraźnia. W zbiorze nie brak klasycznych historii takich, jak „Trollowy most”, ale niektóre z nich trudno nawet nazwać opowiadaniami, jak choćby „Piętnaście malowanych kart z wampirzego tarota” czy „Mikołaj był…”. Często pochodzą one z różnych antologii i dzięki temu w „Dymie i lustrach” znajdziemy naprawdę szerokie spektrum gatunkowe od fantasy, przez grozę i horror aż po science-fiction. A co najważniejsze, żadne z tych opowiadań nie zawiodło moich oczekiwań i każde, nawet te najkrótsze czytałam z zaciekawieniem i co ważniejsze z uśmiechem.
Każdy autor w swoich książkach zostawia kawałek swojego życia, a w „Dymie i lustrach” Gaiman robi to dosłownie, bo każde ze swoich opowiadań opatrzył krótkim komentarzem dotyczącym okoliczności jego powstania. I tak z tej niewielkiej książki wyłaniają się nie tylko wymyślone przez niego historie, ale też wyraźniej zarysowuje się sylwetka samego autora. Dla wszystkich, którzy go lubią i cenią, a takich osób nie brakuje, jest to nie lada gratka.
„Dym i lustra” to bardzo dobra książka, której wartością są nie tylko same zawarte w niej historie, ale też wspomniana możliwość bliższego poznania autora. Dlatego zdecydowanie polecam ją tym czytelnikom, którzy już zetknęli się z twórczością Gaimana i ulegli jej urokowi. Natomiast tym, którzy dopiero chcieliby zacząć przygodę z tym autorem, na początek zaproponowałbym np. „Gwiezdny pył”, „Nigdziebądź” czy „Koralinę”.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
Neil Gaiman, „Dym i lustra. Opowiadania i złudzenia”, Mag 2012
Komentarze