Joanna Kruszewska ma w swoim dorobku już kilka powieści zaliczanych raczej do kategorii literatura obyczajowa dla kobiet. Spośród jej publikacji czytałam i pisałam recenzję już jednej z nich. Książka niestety absolutnie mi się nie podobała, przez co nieco obawiałam się lektury „Małych wojen”. Zaczęłam więc czytać ją nieco nieufnie, spodziewając się kolejnej porażki, w czym zresztą utwierdzały mnie pierwsze strony powieści. Nie wiedzieć jednak kiedy, książka wciągnęła mnie tak, że było mi się ciężko od niej oderwać!
„Małe wojny” to powieść obyczajowa, traktująca o dwóch zaprzyjaźnionych rodzinach, zmianach jaki przynosi nam los oraz ich konsekwencjach – zarówno dla rodziny, jako grupy społecznej, jak i indywidualnie dla każdego z jej członków. Fabuła nie jest sztywno nakreślona, zdecydowanie nie miała ona na celu przeniesienia czytelnika z punktu A do punktu B, początek czy zakończenie nie są tu najważniejsze, ani wyraźnie nakreślone. Równie dobrze powieść mogłaby się zacząć czy skończyć w każdym przypadkowym momencie całości i dalej byłaby udaną pozycją. Tytułowe małe wojny odnoszą się do różnych sytuacji rodzinnych, których większość będzie czytelnikowi dobrze znana – mniej lub bardziej bezpośrednio na pewno każdy z nas miał styczność z podobnymi problemami i wydarzeniami. Dzięki temu powieść Joanny Kruszewskiej staje się tak bliska sercu.
Powieść jest świetnie napisana, gdy damy się jej wciągnąć czyta się ją niezwykle szybko i ciężko odłożyć ją na półkę, aż do ostatniej strony. Świadomość, iż podobne problemy, rozterki, zawirowania przechodzą też inni zapewnia nam dużą falę komfortu i ukojenia. Fabuła jest realistyczna, momentami można się aż zawstydzić, że tak się zagląda komuś do jego życia, pakuje z buciorami. Ot, mogłaby to być książka o każdej pierwszej lepszej znanej nam rodzinie, włączając naszą własną. Niesamowity plus dla autorki za nie tylko świetne oddanie typowych realiów przeciętnej polskiej rodziny, ale także za nakreślenie punktu widzenia w zasadzie każdej możliwej strony zdarzeń. Dzięki temu właśnie książka jest tak nietuzinkowa, a poniekąd i terapeutyczna. Jeśli znaleźliśmy się kiedyś po jednej stronie barykady będąc wplątanym w podobny galimatias, teraz możemy zrozumieć, co i dlaczego stało się po tej drugiej stronie.
Choć „Małe wojny” poruszają trudne i często bolesne wątki, takie jak zdrada, rozstanie, osamotnienie, rozczarowanie, relacje dzieci i rodziców oraz ich wpływ na nasze życie, są mimo wszystko książką ciepłą, dającą pocieszenie i ukojenie nerwów. Pozwala zrozumieć, iż różne rzeczy zdarzają się w życiu, na niektóre mamy wpływ, a na niektóre nie. Dodaje otuchy, pozwalając zobaczyć, że nasze kłopoty nie są czymś dziwnym, ani że jesteśmy z nimi osamotnieni. Szczerze i prosto opowiada o życiu, które nigdy nie jest idealne, ale mimo wszystko potrafi być dobre. Potrafi też być okrutne i krzywdzące, nawet jeśli tragedia, która nas dotyczy z pozoru nie wydaje się końcem świata.
Jest to powieść zdecydowanie warta przeczytania, bez stereotypowych postaci, tendencyjnych wątków i przewidywalnej fabuły. Choć jest to książka obyczajowa wciąga lepiej, niż nie jeden kryminał i na pewno zapada w pamięć na długo.
Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)
Joanna Kruszewska, „Małe wojny”, Replika, 2016, Zakrzewo
Komentarze