„Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi” – recenzja

Recenzja książki „Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi”.
Opowieści ludzi, którzy przeżyli niemiecki dziecięcy obóz śmierci.

„Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi” to bardzo trudna lektura. To jedna z książek, którą czytałam długo i którą bardzo często odkładałam na półkę. Trawiłam ją bardzo powoli. Literatura obozowa zawsze będzie tą ciężką, a jeszcze ta dotycząca dzieci… Nie da się tego opisać, ani nawet wyobrazić.

„Dostaję drelichowe ubranie, koszulę, kalesony, furażerkę, trepy, stary, wytarty płaszcz, koc, blaszaną miskę, łyżkę i garnuszek. Widać, że wszystko to było używane. (…) Na polecenie Niemca zawieszam numer na szyi. Od tej chwili nie jestem już dzieckiem”, pisze we wspomnieniach ośmioletni wówczas Tadeusz Raźniewski.

Jolanta Sowińska-Gogacz wraz z Błażejem Torańskim przeprowadzili przeszło dwadzieścia rozmów z ludźmi, którzy ocaleli z dziecięcego nazistowskiego obozu śmierci znajdującego się na terenie łódzkiego getta, a ponadto przeanalizowali akta procesu wachmanki Genowefy Pohl vel Eugenii Pol, co pomogło stworzyć powyższą publikację, począwszy od irracjonalnego pomysłu utworzenia obozu dla najmłodszych, chęci stworzenia silnych, czystych rasowo ludzi, władzy absolutnej, wyeliminowania innych, słabszych narodowości, „podludzi”, a skończywszy na zsyłaniu do obozu dzieci w wieku 2-16 lat, koszmarnych warunkach tam panujących, głodzie, biciu, ciężkiej pracy i śmierci.

Książki dotyczące II Wojny Światowej zawsze wywołują ogromne emocje. Każda przeczytana strona tej lektury sprawia, że oczy się szklą, każde zdanie mrozi krew. Obóz na Przemysłowej. Wyrok dla tysięcy dzieci, niewinnych, bezbronnych istot... Publikacja jest do bólu poruszająca. Dorośli jako kaci, głodowe racje żywnościowe, 700 kcal na dobę (dla porównania pączek z lukrem ma średnio 360 kcal), praca ponad siły, przenikające zimno, choroby. Umieranie w tęsknocie, cierpieniu i osamotnieniu. Przerażające i niewyobrażalne. Horror, który wydarzył się naprawdę, do którego dopuścili ludzie.

Obóz koncentracyjny działał dwa lata. Dwa lata pełne okrucieństw, bluzg i upokorzeń. I to wszystko dotknęło dzieci. Blizny, które po sobie zostawił, palą do tej pory. „Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi” to bardzo refleksyjna i emocjonująca publikacja, którą każdy powinien poznać. Mieć świadomość piekła, które dotknęło nie tylko dorosłych, to nasz obowiązek. Traktujmy tę lekturę również jako przestrogę dla kolejnych pokoleń, żeby nigdy w przyszłości nie wydarzyło się nic podobnego.

Patrycja Trzcionkowska
(patrycja.trzcionkowska@dlalejdis.pl)

„Mały Oświęcim. Dziecięcy obóz w Łodzi”, Jolanta Sowińska-Gogacz, Błażej Torański, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2020



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat