„Małżeństwo. Krucha więź” – recenzja

Recenzja książki „Małżeństwo. Krucha więź”.
Poradnik umożliwiający małżonkom stworzenie wspaniałego związku na resztę życia? Tak, ale…

…tylko w pewnych warunkach, wobec czego nie warto tracić czasu na czytanie. Dziękuję, możemy się rozejść. A tak poważnie, książka „Małżeństwo. Krucha więź…” została pierwotnie wydana w 1988 roku. W 1988 roku! Już sam fakt ogromnej zmiany realiów społecznych, jaka zaszła od tamtego czasu, sprawia, że treść jest co najmniej częściowo zdezaktualizowana. Zawiera porady teoretycznie dobre dla amerykańskich małżeństw końcówki XX wieku, ale czy przyda się dzisiejszym polskim parom? Może tym, które żyją pod kamieniem i nigdy nie słyszały o idei równości i partnerstwa w związku.

Zresztą, nawet jeśli czytelnik stwierdzi: okej, problemy mojego małżeństwa/związku mogą wynikać z braku równości/partnerstwa, poradnik Augustusa Y. Napiera niekoniecznie mu się przyda. Kolejnymi problemami książki są: 1) inne czynniki związane z realiami tamtych czasów (np. fakt wspólnego zamieszkania dopiero po ślubie), 2) głębokie osadzenie całości książki w naukach Freuda (tak, cokolwiek dzieje się w życiu człowieka, bierze się z dzieciństwa), 3) wymieszanie istniejących koncepcji terapeutycznych z autorskimi modyfikacjami, osobistymi przekonaniami oraz obserwacjami pacjentów (ciekawostka: miłość zdarza się raz, góra dwa razy w życiu).

Jeżeli chodzi o wspomniane wyżej inne czynniki związane z realiami końcówki XX wieku, weźmy na tapet przytoczone zamieszkanie razem. Napier omawia kilka poważnych kryzysów, jakie czekają małżeństwo. Jeden ma miejsce tuż po ślubie. Zdaniem autora kryzys ów wynika z samego faktu ślubu i jego wpływu na psychikę. Tymczasem przejawy kryzysu, które wymienia, w rzeczywistości wydają się wypływać np. ze wspólnego zamieszkania, a nie ślubu. Problem w tym, że wówczas brało się ślub, aby zamieszkać razem, obecnie zaś można mieszkać razem nawet całe życie, a ślubu nie wziąć nigdy. Podobnie problematyczne jest twierdzenie, iż kryzys w małżeństwie spowodowany jest tym, że świeżo upieczeni małżonkowie w tym samym czasie poszukują wspólnej (małżeńskiej) i osobnej (indywidualnej) tożsamości, a także dopiero wyrwali się z domów rodzinnych. Rozdźwięk pomiędzy wiekiem, w jakim małżeństwo zawierało się wtedy, a wiekiem, w którym ogrom osób robi to dziś, prowadzi do dezaktualizacji tego typu treści.

Zdecydowanie najbardziej denerwującym (mnie) aspektem książki „Małżeństwo. Krucha więź…” jest osadzenie treści w teoriach Freuda. Napier tak bardzo wierzy w to, że dzieciństwo absolutnie determinuje resztę życia, iż umniejsza innym czynnikom wpływającym chociażby na dobór partnera. Przykład? Proszę bardzo: według niego przeceniamy udział wyglądu w wyborze małżonka – ten aspekt ma marginalne znaczenie. Co zaś jest kluczowe? Oczywiście fakt, że nasz partner podświadomie przypomina nam rodzica (wiążąc się z nim, mamy podświadomy plan odtwarzania w małżeństwie traum z dzieciństwa). Poza tym jego rodzina przypomina naszą, a nasza rola w rodzinie pochodzenia uzupełnia się z rolą w rodzinie pochodzenia małżonka. Taaak.

I wreszcie trzeci zarzut – mieszanie teorii z przekonaniami. Nie ma niczego złego w proponowaniu autorskich rozwiązań. Ba! Dobrze wprowadzać do praktyki terapeutycznej metody opracowane przez siebie, jeśli są skuteczne. Nie przekonują mnie jednak dowody anegdotyczne, które zostały przedstawiane w książce bez szerszego kontekstu i większej próby. U małżeństwa x to się sprawdziło, więc musi działać! Dla mnie to za mało, po prostu. Zwłaszcza że przytaczane przykłady problemów w związkach omawiane były w ramach długich terapii i prowadzone przez specjalistów (Napiera i jego żonę). W książce „Małżeństwo. Krucha więź…” nie pojawiają się klarowne porady praktyczne, więc nawet nie wiem, jak przeczytanie jej miałoby komukolwiek pomóc.

Ach, byłabym zapomniała! Mam też uwagę do sposobu prowadzenia terapii przez Napiera i jego żonę. Owi terapeuci są przekonani, że dobry związek jest równościowy. Nawet jeśli małżonkowie dobrowolnie podzielą się rolami, taki układ nie jest poprawny. Ma być równość, koniec. I żeby nie było – nie mam niczego przeciwko równości. Nie odpowiada mi jednak, że ma to być równość rozumiana w taki sposób, w jaki rozumie ją Napier. Dodatkowo terapeuci swoich klientów upominają i ganią. Zamiast prowadzić ich do własnych wniosków, mówią im, co mają robić, a czego mają zaniechać. Za każdym razem, gdy podczas lektury trafiałam na zapis uwagi poczynionej przez jednego z terapeutów (ty nie możesz tego i tamtego, ty musisz to i tamto; przykładem może być upomnienie żony, iż każda matka powinna kochać swoje dziecko niezależnie od jego zachowania), pogłębiałam swoje zdziwienie. Warto też dodać, że każda terapia skupiała się na wyzwoleniu żony z oków patriarchalnego społeczeństwa.

W mojej ocenie książka jest niedzisiejsza. Ba! Nawet na czasy, w których została wydana, wydaje mi się nieprzydatna. Stanowi niejako wyraz kształtowania związków małżeńskich zgodnie z przekonaniami światopoglądowymi Napiera. Jeżeli ich klienci podzielali ów światopogląd lub zgodzili się go podzielać, w porządku. Gorzej z całą resztą ludzi, których wielobarwnej różnorodności Napier zdaje się nie rozumieć lub po prostu nie akceptować.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Augustus Y. Napier, „Małżeństwo. Krucha więź. Jak zbudować trwały i partnerski związek”, Znak Literanova, Kraków, 2025.




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat