„Małżeństwo ze snu” - recenzja

Recenzja książki „Małżeństwo ze snu”.
Fanom romansów historycznych nie trzeba przedstawiać Julii Quinn, która podbiła serca czytelników serią powieści o rodzinie Bridgertonów. Jak wypada ta poczytana autorka w innym uniwersum, z innymi bohaterami i innymi pomysłami fabularnymi?

Główna bohaterka, Cecilia Harcourt, to dziewczyna ciężko doświadczona przez los. Kiedy okazuje się, że jej brat zostaje ranny w trakcie walk w amerykańskich koloniach, jako opcje życie ma dla niej dwie niezbyt zachęcające możliwości. Jedną jest zamieszkanie z wielce niesympatyczną ciotką, a drugą, jeszcze mniej atrakcyjną: ślub z  antypatycznym i chciwym kuzynem. Cecylia nie jest dziewczyną, której ktoś będzie mówił jak ma postępować, zatem wybiera po swojemu: postanawia udać się w podróż, by zająć się rannym bratem. Akcja nie byłaby tak ciekawa, gdyby na miejscu rodzeństwo padło sobie w ramiona oraz żyło spokojnie i szczęśliwie. Zamiast tego okazuje się, że w wojskowym szpitalu Cecylia nie trafia na brata, lecz na jego najlepszego przyjaciela: kapitana Edwarda Rokesby’ego, mężczyznę doskonale znanego naszej bohaterce z listów od brata i od samego Edwarda.

Przystojny Edward jest nieprzytomny i w dosyć rozpaczliwym stanie, zatem niewiele myśląc, panna  Harcourt postanawia się nim zaopiekować, by uratować mu życie,  co w tym wypadku (jakże wygodnie dla fabuły) oznacza także podawanie się za żonę nieprzytomnego kapitana… Tak zaczyna się lawina kłamstw i narażania swojej reputacji, a także reputacji Rokesby’ego. Kiedy Edward odzyskuje przytomność, sprawy komplikują się jeszcze bardziej.

Zbudowanie fabuły w oparciu o nieporozumienia, oszustwa i lawinę pomyłek nie jest pomysłem nowym czy też jakoś szczególnie świeżym, jednak pod piórem Julii Quinn nabiera swoistego wdzięku i sympatycznego wymowy. Całość jest zabawna i na tyle sympatyczna, że nie mamy za złe naszej bohaterce tej całej maskarady, co więcej- sekundujemy jej w tych nieraz nieporadnych poczynaniach, trzymając kciuki za   szczęśliwie zakończenie.

„Małżeństwo ze snu” jest wciągającą i sprawnie napisaną książką, której bohaterowie to pełnowymiarowe postaci, pełne wad, ale także pozytywnych cech charakteru, a przez to bardzo ludzkie. Cecylia jest nie tylko lekko postrzeloną dziewczyną, ale także panną z charakterem, odważną i pomysłową, która nie godzi się na kompromisy w swoim życiu, co jest może i niezgodne z charakterem epoki, ale w pełni zgodne z jej własną naturą. To także postać, która niełatwo się poddaje, a przy tym jest pełna nadziei w obliczu największych nawet przeciwności losu.

Autorka po raz kolejny zgrabnie połączyła romans historyczny z lekką komediową otoczką. Rzecz jasna, na pierwszy plan wybija się miłość, ale w zwolennicy powieści obyczajowych obsadzonych przez charakterne postaci, także znajdą tutaj coś dla siebie. Dowcipne dialogi, skrzące się humorem przekomarzania, napięcie  tak charakterystyczne dla relacji damsko – męskich w książkach Quinn, zgrabnie poprowadzone wątki, sprawnie nakreślone tło obyczajowe, to wszystko tak dobrze łączy się w przyjemną całość, że trudno wyobrazić sobie lepszą alternatywę dla lektury na kolejne kilka wieczorów.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Julia Quinn, „Małżeństwo ze snu”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Warszawa 2024



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat