Elizabeth po śmierci rodziców opiekuje się trójką młodszego rodzeństwa. Niestety zubożały majątek baroneta szybko upłynnia się, wobec czego zaradna dziewczyna postanawia bogato wyjść za mąż, by utrzymać rodzinę razem i wysłać najmłodszego Lucasa na uczelnię. Niestety jest jeden istotny problem w jej doskonałym planie, a mianowicie brak odpowiednich kandydatów na męża. Jego szukanie wydaje się bardziej skomplikowane niż młoda kobieta zakładała. Dzieje się tak aż do momentu kiedy do posiadłości Lady Danbury, gdzie dziewczyna jest damą do towarzystwa, przyjeżdża nowy zarządca James Siddons. To właśnie na nim Elizabeth postanawia przećwiczyć sztuczki proponowane w książce pt. "Jak poślubić markiza?". Dochodzi do mnóstwa zabawnych sytuacji, gdyż dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że w rzeczywistości nowy zarządca jest siostrzeńcem jej chlebodawczyni i prawdziwym markizem, który przyjechał do dworu z powodu szantażu, którego ofiarą padła jego ciotka. Śledztwo niespodziewanie zbliża tych dwoje do siebie. Do zakochania pozostaje tylko jeden krok, ale czy Elizabeth, na której barkach spoczywa dobro rodzeństwa, pozwoli sobie na chwilę zapomnienia w ramionach ubogiego zarządcy? Czy James będąc pewien szczerych uczuć dziewczyny powie jej, kim tak naprawdę jest? I kto szantażuje Lady Danbury?
Powieść otula niczym ciepły kocyk w zimowe wieczory. Jest to przeuroczy i czarujący romans, z błyskotliwymi dialogami i sensualnymi opisami. Mimo, że nie jest to mój ulubiony gatunek, z przyjemnością zatopiłam się w świecie, gdzie rządzi etykieta i z góry ustalona kolej rzeczy, a także ocean uniesień.
"Małżeństwo doskonałe" to powieść pełna humoru i nieobliczalna jak kobieta poszukująca męża. Książka oferuje pełną paletę emocji - od łez po niewymuszony śmiech, na dodatek z dobrze skreślonymi postaciami i przystojnymi mężczyznami. Nic tylko czytać i czytać.
Sandra Kortas-Dorsz
(sandra.kortas@dlalejdis.pl)
Julia Quinn, „Małżeństwo doskonałe", Wydawnictwo Amber, Warszawa 2017
Komentarze