„Mamba” - recenzja

Recenzja książki „Mamba”.
Karma wraca - ta prosta prawda staje się zabójcza dla bohaterki książki Mai Welfens.

Justyna miała prawdziwy talent do manipulowania ludźmi, zaczynając od nauczycieli w szkole, a na mężczyznach w dorosłym życiu kończąc. Niemal każdy był pod jej wpływem lub miał okazję poznać tę niebezpieczną część jej osobowości, gdy obracała się przeciw niemu.

W całym swoim życiu Justyna nazbierała sobie całkiem liczne grono wrogów (albo przynajmniej osób, które nie do końca dobrze jej życzyły). Koleżankom że szkoły i ze studiów zazdrościła i robiła wszystko, by szczęście się od nich obróciło. Skłócała znajomych, puszczała plotki, siejące ziarenko zwątpienia, podrywała cudzych chłopaków. Gdy chciała potrafiła być urocza, jednak znajomi znali jej prawdziwą twarz i nazywali ją Mambą - od pewnego niezwykle jadowitego węża, który atakuje znienacka i niezwykle celnie. To przezwisko tak do niej przylgnęło, że już mało kto mówił o niej „Justyna".

Po latach od ukończenia edukacji, gdy każdy żyje już własnym życiem, Mamba kolejny raz krzyżuje drogi swoim znajomym. Tym razem jako żona majętnego francuskiego biznesmena pojawia się na weselu córki swojej dawnej koleżanki. Na tym weselu zostaje zamordowana.

Maja Welfens napisała książkę, którą trudno mi określić innymi słowami niż bardzo przeciętna. Niestety, nic w tej opowieści się nie wyróżniało, choć w niektórych obszarach tkwił potencjał.

Pomysł na fabułę - typowy, nieco może w stylu klasyków Agaty Christie, choć na tym wszelkie podobieństwa się kończą. Grupa znajomych, utrzymujących ze sobą kontakt na długo po opuszczeniu szkolnych murów. I wśród nich ona - zła do tego stopnia, że zrażała do siebie ludzi, a jednocześnie przerażająca na tyle, że nikt nie miał odwagi się od niej odciąć. Do tego wszystkiego w tle pojawiają się szemrane interesy tytułowej bohaterki. Taka osobowość ma tylko dwa wyjścia: może stać się albo mordercą albo ofiarą. Justynie przypada w udziale ta druga rola.

Wydawałoby się, że podejrzanych będzie wielu, ale niestety ta możliwość nie została wykorzystana. Czytając tę książkę cały czas zastanawiałam się, co konkretnie mi w niej nie pasuje na tyle, że w ogóle nie jestem w stanie dać się wciągnąć tej historii. Udało mi się wyodrębnić dwa główne powody. Po pierwsze samo morderstwo wydarza się mniej więcej w połowie książki. Niestety, na zagadkę kryminalną nie pozostaje w związku z tym zbyt wiele miejsca. Przez całą pierwszą część czytamy natomiast o tym jaka ta Mamba jest zła (żebyśmy jako czytelnicy nie mieli żadnych wątpliwości), co takiego zrobiła i jak bardzo jest to oburzające i moralnie niedopuszczalne. I tu pojawia się powód numer dwa: te same informacje i wątki powtarzają się w książce kilkukrotnie. Najpierw dowiadujemy się o tym my, później po kolei poszczególni bohaterowie. I choć nie zawsze czytamy te same historie ze wszystkimi szczegółami, to jednak np. wspomnień o tym, w jaki sposób do Justyny przylgnęło przezwisko Mamba miałam już powyżej uszu. I choć plusem powinna być ta dbałość o szczegóły u autorki (pilnuje, który bohater ile wie), to jednak zdecydowanie zabijało to dynamikę lektury. Może lepszym rozwiązaniem byłoby, gdyby przeorganizować tę fabułę - wszystkich smaczków z życia bohaterów i tego co robili w momencie morderstwa moglibyśmy się dowiedzieć z samego dochodzenia i przesłuchań świadków (a tak dowiadujemy się o tym z opisu sytuacji, a później jeszcze raz - gdy każdy z bohaterów opowiada o tym policji. Oczywiście uczciwie i szczerze, żadnego mataczenia).

Nie przemawiały też do mnie postacie. Chyba najbardziej wyrazista z nich i najciekawsza to nasza Mamba. Swoją droga z chęcią przeczytałabym jej dzienniki. Reszta postaci niestety jest tak mdła i nudna, że trudno byłoby powiedzieć o nich wiele więcej. Przez całą książkę pojawia się co jakiś czas wątek nawiązującego się romansu jednej z bohaterek - Julii i poznanego Francuza (czy też syna Polaków mieszkających we Francji). Bardzo liczyłam na to, że ten wątek wniesie coś do historii i że być może że tu ukryty będzie twist. Niestety, nic takiego nie miało miejsca.

Twist nie pojawia się właściwie wcale. Maja Welfens nie pozwala nam właściwie wątpić w swoich bohaterów od razu oczyszczając z zarzutów niektórych z nich, tłumacząc ich postępowanie. To pozbawia dużej części czytelniczej zabawy. Tak więc przechodzimy przez historię morderstwa ot tak, prowadzeni za rękę, bez wodzenia za nos. Konserwacja tego jest taka, że gdy w końcu wychodzi na jaw, kto zabił, nie ma to tak naprawdę żadnego znaczenia.

Najmocniejszą mimo wszytko stroną tej książki jest język, jakim została napisana. Widać, że autorka zadbała o warstwę językową. Dzięki temu lektura jest płynna i na tym gruncie całkiem przyjemna.

Wydaje mi sie, że "Mamba" to debiutancka powieść Mai Welfens (nie udało mi się znaleźć informacji o innych jej publikacjach). Debiuty natomiast rzadko kiedy wychodzą bez zastrzeżeń. Pozostaje mi więc trzymać kciuki za autorkę, aby w jej kolejnych kryminałach (jeśli na ten gatunek się zdecyduje) więcej było kryminału.

AP
(kultura@dlalejdis.pl)

Maja Welfens, “Mamba”, Novae Res, 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat