Czasem jednak los nieoczekiwanie stawia na naszej drodze kogoś, kto stawia nasz świat na głowie. Tylko dlaczego?
Miłość od zawsze była i zawsze będzie jednym z najwdzięczniejszych tematów na jakie pisać może początkujący artysta. Ale na tematy te decydują się też pisarze bardziej doświadczeni widząc łatwy kąsek w bajkowych, romantycznych opowieściach. Niestety jednak - czytelnika bardzo łatwo znudzić serwując mu danie złożone z nudnych charakterów i przewidywalnych wątków. Natasza Socha jednak - mimo banalności i oczywistości tematu - stanęła na wysokości zadania i stworzyła postacie dynamiczne, a przy tym dobrze wtapiające się w fabułę opowieści, słowem: wysoce rzeczywiste. Każdy z nas bowiem, a raczej każda, miała kiedyś styczność z Panem, który 'trochę za bardzo' polega na własnej mamie. I pisząc 'za bardzo' na myśli mam naprawdę skrajne przypadki.
Z sytuacją silnego przywiązania syna do matki spotkała się też główna bohaterka książki - Amelia. Przywiązanie jednak okazało się wzajemne i wyrwanie syna spod skrzydeł nadopiekuńczej matki było nie lada wyzwaniem. Czy jednak Amelii mogło się to udać? Sam Leander - nazwany tak przez Amelię - pozostaje nieświadomy sideł, które są na niego zastawiane, jak i sytuacji z matką, czy więc takie połączenie może się udać? Czy taki związek ma szansę na przetrwanie?
Natasza Socha nie zaskakuje czytelnika - fabuła jest przewidywalna, choć nie przezroczysta, a bohaterowie powtarzalni, choć nie nieprzemyślani. Powieść jednak czyta się lekko, szybko i przyjemnie. Jest to idealna propozycja na plażę czy leniwy wieczór, zdecydowanie jednak przeznaczona dla entuzjastów tego gatunku.
Roksana Stępień
(roksana.stepien@dlalejdis.pl)
'Maminsynek', Natasza Socha, Filia, 2015
Komentarze