„Manwhore +1” Katy Evans to kontynuacja pierwszej części romansu serii Manwhore. Główną bohaterką książki jest dziennikarka upadającej gazety Edge i autorka artykułu demaskującego bogatego i wpływowego playboja Malcolma Sainta. Podczas zbierania materiałów do napisania swojego artykułu Rachel zakochała się w bohaterze swojej publikacji, ale żeby ratować swoją ukochaną pracę musiała napisać o nim artykuł, którego skutkiem było rozpadnięcie się związku Malcolma i Rachel. W drugiej części powieści jest opisana miłość, która wiele przezwycięży i zaufanie, które pomimo przeszkód powoli się odnawia pomiędzy tym dwojgiem. Saint to grzesznik z twarzą aniołka, którym czasem jest, ale na pewno nie w sypialni. Główny bohater książki wciąga młodą dziennikarkę w zmysłową i pełną namiętności przygodę, która odmieni jej i jego życie na zawsze. Ale czy to tylko następna z erotycznych przygód Malcolma? A może do czterech razy sztuka, tak jak ma w zwyczaju robić Saint? Między Rachel i Malcolmem rodzi się miłość, której towarzyszą wciągające i cielesne igraszki łóżkowe. Obydwoje nie wyobrażają sobie życia bez tej drugiej połówki. Są związani ze sobą duchowo no i przede wszystkim cieleśnie, co dodaje pikanterii całej historii opisanej przez Katy Evans.
Czytając tę książkę nie zawiodłam się, to nie jest kolejny zwyczajny romans czy erotyk, sceny łóżkowe nie są wulgarne ani nudne, wręcz przeciwnie, są zmysłowe, delikatne i powabne. Miłość rodząca się powoli między bohaterami jeszcze bardziej zachęca nas do czytania „Manwhore+1”. Książka jest wciągająca, ma trochę fabuły, trochę seksu i niepewności, która trzyma nas w napięciu do ostatniej strony i co sprawia, że czytamy książkę jednym tchem. Każda z nas chciała być na miejscu tej dziennikarki i każda z nas marzy żeby takiego mężczyznę spotkać w swoim życiu. Katy Evans pisząc „Manwhore +1” stworzyła następną dobrą książkę godną polecenia przyjaciółce bądź koleżance na chłodne wiosenne wieczory. Czyta się tę pozycje lekko i przyjemnie, bez żadnych przykrych emocji. Nie jest to dzieło wybitne, ale jeśli chcemy się trochę oderwać od rzeczywistości, pobyć trochę w krainie seksualnych i miłosnych uniesień to właśnie „Manwhore+1” bym poleciła do przeczytania. Po jej przeczytaniu będziecie chciały już czytać następną część z serii Manwhore i znów wejść w grzeszny świat Malcolma Sainta.
Anna Biernacka
(anna.biernacka@dlalejdis.pl)
Evans Katy, „Manwhore +1”, Białystok 2017, Wydawnictwo KOBIECE.
Komentarze