„Maraton do szczęścia” – recenzja

Recenzja książki „Maraton do szczęścia”.
Powieść romantyczna o zabarwieniu kryminalnym, obok której ciężko przejść obojętnie.

Okładka oraz tytuł premierowej książki Marty Radomskiej może w pierwszym momencie nieco wywieść czytelnika na manowce, który zaklasyfikuje ją jako typową powieść romantyczną. Jest w tym niewątpliwie dużo prawdy, ale kunszt autorki sięga zdecydowanie dalej i potrafi zaskoczyć.

„Maraton do szczęścia” wywołuje wiele – nieraz skrajnych – emocji. Początkowo lekka i niezbyt skomplikowana akcja, która wywołuje nutkę zniecierpliwienia, nabiera charakteru romansu, żeby na końcu zupełnie czytelnika zaszokować i wbić w fotel. To wszystko dzięki bohaterce, która za sprawą wieloletniej i nierozłącznej przyjaźni  niezamierzenie wplątuje się w silniejsze od niej uczucie do mężczyzny, będącej początkiem piramidy zdarzeń.

Czytelników może zaskoczyć to, że przyjaźń ukazana w książce wiąże główną bohaterkę z osobą płci przeciwnej. Jest to przyjaźń wieloletnia, bez podtekstów. Potwierdza to fakt, że Ola - główna bohaterka, wystąpiła w roli swatki i staje się organizatorką ślubu swojego przyjaciela. W międzyczasie zapomina o swoim życiu osobistym, które dalekie jest od ideału. Krzyś - jej druga połowa - jest niczym wyimaginowana postać, ponieważ nigdy nie ma dla niej czasu, a losy koleżanki z pracy są dla niego większym zmartwieniem.

Wszystko zmienia się, kiedy na horyzoncie pojawia się brat Darka, przyjaciela Oli, który dopiero wrócił do kraju. Sytuacja wydaje się podejrzana – mimo wieloletniej znajomości z ich rodziną, bohaterka nie miała pojęcia o jego istnieniu. W dalszym toku zdarzeń zdecydowanie nie pozostanie to bez znaczenia i skomplikuje niezbyt ciekawe jak dotąd życie Aleksandry. Wpadnie w wir podejrzeń, niebezpiecznych wypadków i dziwnych zdarzeń, które nie pozwolą nikomu w jej otoczeniu spokojnie egzystować.

Dopiero po przeczytaniu książki tytuł nabiera szczególnego znaczenia – perypetie bohaterki przypominają bieg (do szczęścia) z licznymi przeszkodami. W końcowej fazie lektury sama wzięłam  w nim udział, nie mogąc się oderwać od książki i gnając strona za stroną.

Marta Radomska wychodzi do czytelników z niesamowicie barwną pozycją, która obok ciekawej kreacji postaci, niesie ze sobą dużą dawkę humoru, ironii oraz nieoczywistych splotów zdarzeń.

Na zakończenie chciałabym wspomnieć o jednym bardzo ważnym bohaterze, który potrafił mnie niejednokrotnie wzruszyć i rozbawić do łez. Poza tym nigdy bym nie pomyślała, że w wielu niebezpiecznych sytuacjach losy psa, wiernego i oddanego amstaffa, mogą mnie bardziej niepokoić niż losy bohaterów. Myślę, że to wielka zasługa autorki, która włożyła wiele serca w wykreowanie tej psiej postaci – sympatycznej, choć nieraz iście diabelskiej rasy.

Katarzyna Lubińska
(katarzyna.lubinska@dlalejdis.pl)

Marta Radomska, „Maraton do szczęścia”, Wydawnictwo Czwarta Strona, 2017.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat