Miłość w literaturze, wydawać by się mogło temat oklepany, jednak wielu pisarzy wciąż po niego sięga. Jedni z lepszym, inni z gorszym skutkiem. Sarah Jio udało się wybrnąć z niego cało. Choć „Marcowe fiołki” bezsprzecznie są opowieścią o miłości, to fabuła została tak skonstruowana, by i przeciwniczki tego typu literatury nie mogły oderwać wzroku od tej książki. Na czym polega jej fenomen? Uczucia bohaterów nie są pierwszoplanowym wątkiem powieści. Kluczowe znaczenie dla treści ma sekret z przeszłości, którego rozwiązanie autorka powierzyła Emily.
Emily to pisarka, której książka zyskała uznanie i rozgłos. Dzięki niej osiągnęła nie tylko sukces zawodowy, ale i poznała męża. W powieści poznajemy ją jako świeżą rozwódkę niemającą pomysłu na następną powieść. By pogodzić się ze zdradą, końcem małżeństwa oraz, by odpocząć i poszukać literackiego natchnienia, jedzie w odwiedziny do ciotki. Pobyt nie okaże się jednak tak beztroski, jak za czasów dzieciństwa. Znaleziony w nocnej szafce pamiętnik, początkowo będący jedynie źródłem fascynującej historii, okaże się kluczem do rozwiązania mrocznej, rodzinnej tajemnicy.
„Marcowe fiołki” to poniekąd dwie historie miłosne – jedna tocząca się w czasach współczesnych, druga będąca przewijającymi się zapiskami z pamiętnika. Poniekąd, ponieważ historie te są bliźniaczo podobne. Dosłownie. Nie należy doszukiwać się w tej opinii podtekstu. Choć to efekt zamierzony i bez niego fabuła straciłaby na wartości, na dłuższą metę jest drażniący. Czytelnik nawet nie musi się domyślać, co niebawem wydarzy się w życiu bohaterów, on już to wie z fragmentów pamiętnika. Tę niedogodność można jednak wybaczyć, zważając na to, że w pewnym momencie zapiski urywają się, a fabuła szczęśliwie toczy się w pojedynkę.
Na pełny plus zasługuje natomiast akcja powieści, równomiernie rozplanowana z delikatnym przyspieszeniem na finiszu. Nie ma więc mowy o nudzie od połowy książki, co dość często się zdarza w tego rodzaju powieściach, kiedy autorzy usilnie próbują nadbudować już zakończony wątek. Dość nietypowe dla tego typu literatury jest również zakończenie. Naprawdę zaskakujące, ale jednocześnie spójne z resztą książki, a co najważniejsze, nie można się go wcześniej domyślić. Uważam to za niezwykle istotną kwestię, która ostatecznie decyduje o jakości pozycji. Najnowszej powieści Sarah Jio pod tym względem niczego nie można zarzucić.
Po „Marcowych fiołkach” spodziewałam się typowego czytadła, po które warto sięgnąć w ramach relaksu. Nie pomyliłam się, ale fakt, że nie pozwala usnąć, dopóki nie przeczyta się ostatniego słowa, plasuje je na dość wysokiej półce w swojej kategorii. Zasłużyło sobie na to naprawdę ciekawą i ciepłą fabułą, która, mimo początkowego efektu ksera, wciąga. Wyższy poziom zagwarantowało też dobre, aczkolwiek nie rewelacyjne zakończenie. Myślę, że zwolenniczki literatury kobiecej powinny być w pełni usatysfakcjonowane.
Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)
Sarah Jio, „Marcowe fiołki”, Kraków, Wydawnictwo Znak, 2014
Komentarze