„Marketing Drakuli. Jak zarabiać na ludzkich strachach” - recenzja

Recenzja książki „Marketing Drakuli. Jak zarabiać na ludzkich strachach”.
„Ciemny jest człowiek, więc boi się tego, czego nie rozumie”

Nie miałam pojęcia, że istnieje aż tyle różnych strachów i fobii, które mogą przerażać statystycznego Kowalskiego. A jednak jest ich całkiem sporo. Skoro jest z jednej strony strach człowieka, to z drugiej strony musi się także pojawić produkt lub usługa, która będzie żerować na naszych lękach. Przesadzam? Po lekturze tej książki jestem pewna, że nie.

Ludzie boją się różnych rzeczy. Czasem są to lęki o nie do końca jasnej genezie, bo niby dlaczego niektórzy boją się cyrkowych klaunów? W końcu to człowiek rozweselający dzieci, a mimo to widok pomalowanego człowieka budzi w nas przynajmniej odrazę lub choć swoistą niepewność, nie tylko u dzieci. Oczywiście ten motyw został wykorzystany w jednym z horrorów, aby… bardziej nastraszyć widzów, ale to zaledwie jeden z przykładów strachów, na których ktoś zarabia i to niemałe pieniądze.

Strach przed starzeniem czy przed własną, niedoskonałą w odczuciu, fizjonomią chętnie wykorzystuje branża beauty. Gabinety chirurgii estetycznej pękają w szwach od osób, które boją się starości. Swoją nazwę ma nawet przypadłość, na którą podobno cierpi jeden z prezydentów. Chodzi bowiem o lęk przed sikaniem w miejscach publicznych. Jeśli zastanawiacie się, czy ten lęk został już wykorzystany przez twórców rozwiązań dziwnych a czasem zbędnych, odpowiadam, że jak na razie nie na dużą skalę. Choć jeśli ktoś pamięta toalety w Japonii, w których można sobie dodatkowo włączyć szum strumyka czy padającego deszczu, to chyba jesteśmy na tropie dobrego i już istniejącego rozwiązania. Można się bać jaskrawych kolorów lub jednej konkretnej barwy, można także odczuwać niepokój, jeśli się przebywa samemu w pomieszczeniach pełnych książek. Biblioteka bowiem także może być źródłem lęku.

Niektóre z opisywanych lęków są zabawne i chyba o to chodziło autorom, aby pokazać, że ludzkie lęki czasami mają irracjonalne podstawy. Nie chodzi jednak o ich wyśmianie. Autorzy wskazują bowiem rozwiązania, jakie już istnieją i które powstały właśnie z myślą o osobach z określonym typem lęku. Część lęków nadal jest gotowa do zagospodarowania, zatem warto prześledzić pomysły twórców, aby stworzyć własny produkt czy usługę. Kto wie, może dzięki niej poprawi się komfort życia, a my, jako twórcy żerujący na cudzym lęku, zbijemy niezłą fortunę?

„Marketing Drakuli” jest ciekawą pozycją dla osób, które pracują w działach marketingu czy rozwoju produktów, bowiem stanowią kopalnię pomysłów, jakimi są ludzkie fobie i strachy. Dla samych konsumentów to z kolei interesujący zbiór informacji o tym, czego boją się inni. Czasem można wśród nich znaleźć swoje strachy albo nawet rozwiązanie, które stworzyła firma X, aby ułatwić nam życie i zmniejszać dyskomfort, wywołany jakąś fobią. I tylko świadomość, że nasze lęki są wykorzystywane do zarabiania pieniędzy, może doprowadzić do powstania kolejnej fobii.

Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)

Igor Kozula, Nikolas Koro, Siergiej Pawłow, „Marketing Drakuli. Jak zarabiać na ludzkich strachach”, Studio Emka, Warszawa 2019



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat